Trwa nagonka na polską żywność. Ekspert nie ma wątpliwości
polskie_mieso_czechy.jpg_d3a134e5
– Polska żywność absolutnie nie jest złej jakości – zapewnia Andrzej Gantner. Foto_PAP/Tytus Żmijewski
– W każdym kraju zdarzają się incydenty żywnościowe. Problem polega na tym, że Czesi stosują zupełnie nieadekwatne do skali zagrożenia, środki w stosunku do polskiej żywności – uważa Andrzej Gantner, dyrektor generalny PFPŻ.
Szef Polskiej Federacji Producentów Żywności skomentował ujawniony na początku lutego incydent nielegalnego uboju bydła. Służby weterynaryjne i sanitarne stwierdziły, że mięso z tego uboju nie stwarzało zagrożenia dla zdrowia. Wołowina z ubojni trafiła do kilku krajów, w tym do Czech.
Kilka dni później czeskie służby weterynaryjne wykryły salmonellę w wołowinie. W związku z tym minister rolnictwa tego kraju nakazał zastosowanie nadzwyczajnych środków w formie kontrolowania wszystkich przesyłek mięsa z Polski, co jest niezgodne z unijnym prawem.
– Polska żywność absolutnie nie jest złej jakości. Oczywiście w każdym kraju zdarzają się incydenty. Zresztą sami Czesi też ostatnio mieli bardzo poważny incydent z nielegalną rzeźnią w środku swojej stolicy – ocenia Gantner.
– Chyba nikt już w tej chwili nie ma żadnej wątpliwości włącznie z Komisją Europejską i z komisarzem do spraw zdrowia i bezpieczeństwa żywności, że to co robią Czesi, nie ma nic wspólnego z ochroną konsumentów, natomiast ma bardzo wiele wspólnego z niedozwolonymi praktykami protekcjonistycznymi na rynku i z próbą po prostu rugowania polskiej żywności z czeskiego rynku – dodał ekspert.
Jak mówił, "co więcej, ma to trochę nawet większy zasięg, bo Czesi postulowali, żeby wszystkie kraje poddały polską żywność, szczególnie wołowinę, jakimś szczególnym obostrzeniom, kontrolom".
[WIDEO] Konferencja prasowa poświęcona wnioskom i działaniom po audycie KE
– Moim zdaniem taka retoryka jest absolutnie niedopuszczalna i mam nadzieję, że Komisja Europejska wreszcie porządnie przyjrzy się temu, co robią Czesi, jak rozmontowują wspólny rynek, jak podważają wiarygodność bezpieczeństwa żywności – całej europejskiej żywności i mam nadzieję, że spotka się to z jakimś zdecydowanym wreszcie odzewem – zaznaczył dyrektor PFPŻ.
Gantner zwrócił uwagę, że Czesi głównie kupują polską i niemiecką żywność. – To są dwa główne kierunki zaopatrzenia Czechów w żywność, więc naprawdę rodzi się pytanie, cóż takiego żeśmy uczynili Czechom, że tak bardzo nas nie lubią – zastanawiał się.
Dodał, że bardzo przykre jest to, że obrali na cel polską żywność, bez której tak naprawdę właśnie nie mogą się obejść, bo jednak stanowimy bardzo duży procent w eksporcie do Czech.
Jak mówił, z drugiej strony można zrozumieć zmartwienie danego kraju o poziom bezpieczeństwa żywności. Jeżeli Czesi mówili by ogólnie, że w UE należy jakby uszczelnić system, że trzeba walczyć z przestępczością, której ofiarami sami padają – to oczywiście trzeba by się z tym zgodzić.
– W tej chwili jest to prostu zwykła normalna nagonka na polską żywność, niczym nieusprawiedliwiona – powiedział Gantner.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
