Stadnina w Janowie Podlaskim wystąpiła do KOWR o kolejne miliony
janow_podlaski_10_09dd870b
Stadnina w Janowie Podlaskim jest najstarszą państwową stadniną koni w Polsce. Foto_Krzysztof Zacharuk
Prężna przed laty stadnina w Janowie Podlaskim prosi o kolejne publiczne pieniądze. Nieoficjalnie wiadomo, że może być to znów około 7 mln zł.
7,4 mln zł – to kwota, jaką w styczniu Stadnina Koni Janów Podlaski została dokapitalizowana przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa – przypomina "Rzeczpospolita". Mimo to, jak podaje, oczekuje jeszcze jednego zastrzyku publicznych pieniędzy i wystąpiła do KOWR o następne dokapitalizowanie, co potwierdza dziennikowi Lucjan Cichosz, p.o. prezesa spółki. Kwoty nie podaje, jednak nieoficjalnie wiadomo, że może być to znów około 7 mln zł.
– Janów stał się symbolem nieudolności PiS, a każdy kolejny rok to potwierdza – komentuje w rozmowie z gazetą Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka KO wskazując, że jeszcze kilka lat temu stadnina nie wymagała dokapitalizowania.
"Rz" przypomina, że hodowla istnieje od 1817 roku, a okres sukcesów przeżywała w drugiej połowie XX wieku, gdy kierował nią Andrzej Krzyształowicz. Od 2000 roku prezesem stadniny był jego wychowanek Marek Trela. Za jego prezesury w 2015 roku doszło do rekordowej aukcji Pride of Poland, podczas której sprzedano konie za blisko 4 mln euro.
Kluzik-Rostkowska ocenia, że powodem obecnego pogorszenia sytuacji było zwolnienie Treli w 2016 roku przez Agencję Nieruchomości Rolnych, przekształconą potem w KOWR. Zauważa, że w stadninie ruszyła karuzela kadrowa, firma zaczęła notować straty i np. 2020 rok zakończyła z wynikiem 3,53 mln zł na minusie.
Ministerstwo rolnictwa tłumaczyło, że powodem złych wyników jest m.in. susza, bo spółka prowadzi też działalność rolną, oraz światowy spadek zapotrzebowania na konie arabskie.
– Susze bywały też wcześniej. Prawda jest bardziej brutalna. Z powodu błędów w zarządzaniu nie było sukcesów sprzedażowych, a w zamian doszło do nadprodukcji koni – mówi "Rzeczpospolitej" Alina Sobieszak z branżowego "Araby Magazine".
W 2019 roku kontrola KOWR wykazała, że hodowane w stadninie krowy przebywają w "dramatycznie złych warunkach sanitarno-higienicznych, żywieniowych", a w 2020 roku dziennik zaalarmował o kiepskich warunkach, w których trzymane są konie.
Potwierdziła to kontrola głównego lekarza weterynarii, który w notatce dla ministra napisał o "niestruganych kopytach" i "zatęchłym sianie". Kilka miesięcy później KOWR zdecydował o pierwszym dokapitalizowaniu, które poszło na rozwój bazy hodowli bydła.
– Pozyskane dotychczas fundusze są wykorzystywane zgodnie z planem rzeczowo-finansowym opracowanym w związku z otrzymanym dokapitalizowaniem. Część inwestycji jest jeszcze w toku, natomiast dwie zostały już w pełni ukończone – informuje gazetę Cichosz.
- Książka warta polecenia: "Sygnały koni"
