Rozpoczął się protest pracowników zakładów usług leśnych. „Decyzja jak grom z jasnego nieba, zostaliśmy bez roboty”
protles_fot._screen
Protest ZUL-i ma być prowadzony do końca lutego br., codziennie od godz. 7 rano do zmierzchu. Fot. SCREEN_PAP
W piątek na drogach w Bieszczadach rozpoczął się protest pracowników zakładów usług leśnych (ZUL). Domagają się zmiany decyzji ministra klimatu odnośnie wstrzymania pozyskiwania drewna w nadleśnictwach na Podkarpaciu. Utrudnienia w ruchu występować będą głównie na drodze Makowa-Arłamów-Jureczkowa.
8 stycznia 2024 r. minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska wydała decyzję o wstrzymaniu lub ograniczeniu na pół roku wycinek lasów w 10 wskazanych lokalizacjach, cennych przyrodniczo. Chodzi o najcenniejsze przyrodniczo obszary m.in. Bieszczad oraz reliktowej Puszczy Karpackiej.
Protest w kilku miejscach
Jak poinformowała PAP w piątek kom. Aleksandra Wołoszyn-Kociuba z policji w Ustrzykach Dolnych, mieszkańcy powiatu bieszczadzkiego powinni spodziewać się utrudnień głównie na trasie Makowa-Arłamów–Jureczkowa. Protest jest prowadzony w rejonie drogi powiatowej nr 2089R w dwóch miejscach: na terenie powiatu bieszczadzkiego na skrzyżowaniu z drogą powiatową nr 2291R (Przełęcz pod Jamną) oraz na terenie powiatu przemyskiego w rejonie Przełęczy pod Suchym Obyczem.
Dodatkowa blokada jest zorganizowana na drodze powiatowej nr 2291R przy zjeździe do hotelu Arłamów.
Policjantka dodała, że protest przebiega spokojnie. Uczestniczy w nim ok. 180 osób. Kom. Wołoszyn-Kociuba zaapelowała do kierowców o zachowanie ostrożności i kierowanie się na wyznaczone przez policję objazdy.
Zostaliśmy nagle bez pracy
Jak powiedział PAP organizator protestu Andrzej Cebeńko, decyzja ministra klimatu objęła kilka nadleśnictw z terenu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.
„Ta decyzja spadła na nas jak grom z jasnego nieba, dlatego, że nie było żadnych rozmów, ani z nami, ani ze społeczeństwem czy leśnikami. Z dnia na dzień nadleśnictwa zostały powiadomione mailem, że mają usunąć ze swojego terenu zakłady usług leśnych. Zostaliśmy bez roboty” – podkreślił.
Cebeńko zaznaczył, że ZUL-e może nie zatrudniają wielu osób, ale jest ich bardzo dużo.
Niegodne zachowanie rządu
Dodał, że z pozyskiwania drewna z lasu żyją nie tylko te zakłady, ale również tartaki, stolarnie, przewoźnicy.
„To spora rzeszy ludzi nie tylko na Podkarpaciu, ale w całej Polce. To jest katastrofa, to niegodne zachowanie rządu wobec obywateli, którzy tutaj żyją. My się na to nie godzimy, chcemy być słyszalni i widoczni. Rząd musi widzieć, że mieszkają tu ludzie, a nie tylko wrony” – powiedział.
Organizator zapewnił, że protest jest pokojowy. Cebeńko dodał, że „jakieś utrudnienia” będą, ale uczestnikom chodzi tylko o pokazanie, że w lesie pracują ludzie, dla dobra lasu.
Protest ma być prowadzony do końca lutego br., codziennie od godz. 7 rano do zmierzchu.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
