Copy LinkXFacebookShare

Rolnikom trudno inwestować. Mają wielu przeciwników

Rolnicy na wsiach są w mniejszości, a włodarze gmin stają po tej stronie barykady, po której mogą liczyć na więcej głosów. Do tego dochodzi niepewność prawa i błędne koło instytucji, urzędów i sądów. Jak w takiej sytuacje rozwijać gospodarstwa?

O tym problemie szeroko dyskutowano podczas jednego z posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa, poświęconego zmianom przepisów dotyczących pozwoleń na budowę obiektów inwentarskich, zwłaszcza dla świń i bydła.

Jacek Miksa, członek NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" i jednocześnie producent trzody chlewnej podkreślał, że problemy rolników wynikają z tego, że są w mniejszości. Na wsi osiedla się bowiem coraz więcej osób napływowych.

– Kupują działki na wsi przy istniejących budynkach i chlewniach. Wiedzą doskonale o tym, że są już plany pod budowę następnych i później nam blokują inwestycje. Ciągnie się to latami. Za nimi wstawia też gmina, bo każdy wójt i burmistrz umie liczyć głosy, a my jesteśmy w… mniejszości. Prawdziwych rolników jest u nas około stu, a gmina liczy 4 tys. mieszkańców. Wiadomo zatem za kim będzie lobbował włodarz – wyjaśniał Miksa.

Zaznaczał, że rolnicy mają związane ręce. – Po prostu wszyscy na nas jadą, a żyją z nas. Bo śmierdzi? A co my mamy zrobić? Gdzie mamy budować chlewnie? Należy wprowadzić dyrektywę zagrodową. Wieś dla wsi, miasto dla miasta. Wytyczyć obiekty w strefie zagospodarowania, gdzie można budować, a gdzie nie – proponował członek NSZZ RI "Solidarność".  


Zabierający głos często narzekali na procedurę administracyjną dotycząca inwestycji i złą wolę na jej poszczególnych etapach. Najpierw na własny koszt jako inwestorzy muszą tworzyć pokaźną dokumentację, potem uzyskać zgodę od sanepidu i regionalnej dyrekcji ochrony środowiska oraz włodarza danej gminy. Później jednak "turyści" (tak określono napływowych mieszkańców) i tak skutecznie blokują inwestycje, a w sądach trudno szukać sprawiedliwości.

Rolnik Janusz Baliński sugerował, by decyzje, które wydają poszczególne organy państwa, w pewnym momencie były już wiążące, np. decyzja RDOŚ dla urzędu gminy. Z kolei Adrian Minko, kolejny gospodarz wskazywał, że rolnicy nie mogą blokować budowy domków jednorodzinnych na wsi, a sam niemal trzy lata stara się o decyzję środowiskową na budowę obory.

– Trzy razy RDOŚ i sanepid ustalili mi warunki, a burmistrz trzy razy mi nie wydał pozwolenia. Odwołuję się do SKO, SKO uchyla decyzję burmistrza i nakazuje jeszcze raz ponowne rozpatrzenie. Jest to jedno błędne koło – narzekał.


Zaproponował zabranie uprawnień do wydawanie decyzji środowiskowej z gmin i pozostawienie tego w gestii RDOŚ i sanepidu. – Przecież RDOŚ jest od tego, aby sprawdzić, czy inwestycja będzie negatywnie oddziaływała na środowisko, a sanepid od wyjaśnienia, czy będzie wpływała negatywnie na ludzi – wskazywał Minko.

Piotr Włodawiec, radca prawny Krajowego Związku Pracodawców i Producentów Trzody Chlewnej dodawał, że gdy decyzja wójta, burmistrza czy prezydenta jest uchylona przez SKO, powinien być wprowadzony przepis, który zobowiązuje włodarza do wydania merytorycznej decyzji.

– Jeżeli wójt tego nie robi, to powinna być łatwa ścieżka do pociągnięcia wójta, burmistrza bądź prezydenta do odpowiedzialności odszkodowawczej. Obowiązujące przepisy, są iluzoryczne – podkreślał.

Receptą na te problemy – przynajmniej w części – ma być nowy kodeks urbanistyczno-budowlany. Dokument ma nakazywać w określonym czasie wykonać gminom studium zagospodarowania (inaczej nie będą mogły realizować żadnych inwestycji).


– W studium dla terenów wiejskich będą wydzielane obszary zabudowy siedliskowej, czyli takiej, gdzie rolnik ma dom. Ale będą wydzielane też strefy zabudowy intensywnej produkcji rolnej i tam nie będzie można postawić domu – zapowiadała Tatiana Tymosiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Przestrzennej Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa.

Kodeks ma się też przyczyniać do niwelowania konfliktów na wsiach, m.in. przez regulowanie powstawania zabudowy mieszkaniowej przy gospodarstwach. Naczelną zasadą dokumentu będzie ochrona dotychczasowego stan zagospodarowania.

– Na wsi stanem zagospodarowania jest produkcja wiejska. Tak, zwierzęta śmierdzą, a mówiąc krótko i kolokwialnie, jeśli nie chcesz się z tym pogodzić, to się nie wyprowadzaj na wieś. Naprawdę staramy się rozwiązać te problemy w kodeksie – zapewniała Tymosiewicz.

Jeśli chodzi o wspomniane liczenie potencjalnych wyborców, interes wójta itp., rozważane jest rozwiązanie, by lokalizowanie większych obiektów inwentarskich wyjąć z władztwa gminy.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!