Rolnicy długo na to czekali. Minister jest na tak
zwierzeta_uprawa.jpg_12d58c47
Ptaki powodują wielkie straty w zasiewach. Foto_RDOŚ Warszawa
Bez większego echa przeszła ważna dla rolników deklaracja Henryka Kowalczyka, ministra środowiska. Polityk zapowiedział poszerzenie listy chronionych gatunków zwierząt, za których "działalność" – jeśli wyrządzą szkody w uprawach lub obejściach – należy się odszkodowanie.
Obecnie – zgodnie z ustawą o ochronie przyrody (nie mylić ze szkodami łowieckimi objętymi prawem łowieckim) – takie rekompensaty z państwowej kasy są wypłacane za szkody wyrządzone przez: żubry (w uprawach, płodach rolnych lub w gospodarstwie leśnym), wilki (w pogłowiu zwierząt gospodarskich), rysie (w pogłowiu zwierząt gospodarskich), niedźwiedzie (w pasiekach, w pogłowiu zwierząt gospodarskich oraz w uprawach rolnych) i bobry (w gospodarstwie rolnym, leśnym lub rybackim).
Ale rolnicy od lat postulują powiększenie tej listy m.in. o zwierzęta jeleniowate, ale przede wszystkim o ptactwo (kormorany, łabędzie, żurawie, czaple czy dzikie gęsi), które stołuje się na polach całymi stadami i powoduje ogromne straty, zwłaszcza w zasiewach.
Głosy w tej sprawie wybrzmiewają przy każdej niemal okazji. Na wszystkie wystąpienia państwowe instytucje odpisywały jednak jak przez kalkę: że lista gatunków jest określona ustawowo, że np. szkody po ptakach trudno szacować i dokumentować z uwagi na mobilność tych zwierząt, wreszcie, że są sposoby na unikanie czy zmniejszanie szkód, np. można występować o zgody na płoszenie itp.
Do sprawy wrócono podczas spotkania ministra Kowalczyka z mieszkańcami w Kościerzynie (woj. pomorskie). Ryszard Kleinszmidt, szef miejscowej Rady Powiatowej Pomorskiej Izby Rolniczej i jednocześnie szef Rady Gminy Nowa Karczma wskazywał na zapis w ustawie o ochronie przyrody pozwalający rządowi na dodanie do wspomnianej listy kolejnych zwierząt.
Można to uczynić w drodze rozporządzenia, bez konieczności zmiany ustawy. Nie ukrywał, że dotychczasowe odpowiedzi otrzymywane na wnioski o poszerzenie listy są kuriozalne.
– Co ma zrobić rolnik, widząc sto dzikich gęsi żerujących na pszenicy lub stado żurawi wydziobujących kukurydzę? Według przepisów powinien pisać do RDOŚ (Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – red.) wniosek o zgodę na płoszenie. Taka jest odpowiedź ministerstwa środowiska. Nie ma po co pisać i czekać na odpowiedź, bo tam na polu już nic nie będzie – mówił.
Szef resortu środowiska stwierdził, że lista zwierząt objętych gwarancją odszkodowawczą państwa zostanie poszerzona.
– Mogę to zadeklarować – stwierdził. Przyznawał, że w przepisach brakuje logiki.
– Nie ma żadnych powodów, aby rolnicy tracili tylko dlatego, że szkód nie zrobił bóbr, lecz np. kormoran. To są te same szkody – wyjaśniał Henryk Kowalczyk.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś

