Copy LinkXFacebookShare

Rolnicy długo na to czekali. Minister jest na tak

Bez większego echa przeszła ważna dla rolników deklaracja Henryka Kowalczyka, ministra środowiska. Polityk zapowiedział poszerzenie listy chronionych gatunków zwierząt, za których "działalność" – jeśli wyrządzą szkody w uprawach lub obejściach – należy się odszkodowanie.

Obecnie – zgodnie z ustawą o ochronie przyrody (nie mylić ze szkodami łowieckimi objętymi prawem łowieckim) – takie rekompensaty z państwowej kasy są wypłacane za szkody wyrządzone przez: żubry (w uprawach, płodach rolnych lub w gospodarstwie leśnym), wilki (w pogłowiu zwierząt gospodarskich), rysie (w pogłowiu zwierząt gospodarskich), niedźwiedzie (w pasiekach, w pogłowiu zwierząt gospodarskich oraz w uprawach rolnych) i bobry (w gospodarstwie rolnym, leśnym lub rybackim).

Ale rolnicy od lat postulują powiększenie tej listy m.in. o zwierzęta jeleniowate, ale przede wszystkim o ptactwo (kormorany, łabędzie, żurawie, czaple czy dzikie gęsi), które stołuje się na polach całymi stadami i powoduje ogromne straty, zwłaszcza w zasiewach.

Głosy w tej sprawie wybrzmiewają przy każdej niemal okazji. Na wszystkie wystąpienia państwowe instytucje odpisywały jednak jak przez kalkę: że lista gatunków jest określona ustawowo, że np. szkody po ptakach trudno szacować i dokumentować z uwagi na mobilność tych zwierząt, wreszcie, że są sposoby na unikanie czy zmniejszanie szkód, np. można występować o zgody na płoszenie itp.

Do sprawy wrócono podczas spotkania ministra Kowalczyka z mieszkańcami w Kościerzynie (woj. pomorskie). Ryszard Kleinszmidt, szef miejscowej Rady Powiatowej Pomorskiej Izby Rolniczej i jednocześnie szef Rady Gminy Nowa Karczma wskazywał na zapis w ustawie o ochronie przyrody pozwalający rządowi na dodanie do wspomnianej listy kolejnych zwierząt.


Można to uczynić w drodze rozporządzenia, bez konieczności zmiany ustawy. Nie ukrywał, że dotychczasowe odpowiedzi otrzymywane na wnioski o poszerzenie listy są kuriozalne.

– Co ma zrobić rolnik, widząc sto dzikich gęsi żerujących na pszenicy lub stado żurawi wydziobujących kukurydzę? Według przepisów powinien pisać do RDOŚ (Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – red.) wniosek o zgodę na płoszenie. Taka jest odpowiedź ministerstwa środowiska. Nie ma po co pisać i czekać na odpowiedź, bo tam na polu już nic nie będzie – mówił.

Szef resortu środowiska stwierdził, że lista zwierząt objętych gwarancją odszkodowawczą państwa zostanie poszerzona.

– Mogę to zadeklarować – stwierdził. Przyznawał, że w przepisach brakuje logiki.

– Nie ma żadnych powodów, aby rolnicy tracili tylko dlatego, że szkód nie zrobił bóbr, lecz np. kormoran. To są te same szkody – wyjaśniał Henryk Kowalczyk.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!