Prezes spółdzielni mleczarskiej brał łapówki? Wyrok uchylony

Poleć
Udostępnij
Autor tekstu: PAP, (zac) | redakcja@agropolska.pl
07-01-2017,8:30 Aktualizacja: 07-01-2017,9:02
A A A

Sąd Okręgowy w Białymstoku po raz trzeci uchylił wyrok pierwszej instancji w procesie prezesa spółdzielni mleczarskiej w Mońkach (Podlaskie), oskarżonego o przyjęcie łapówek w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Sprawa trafi ponownie do sądu rejonowego.

Postępowanie przed sądami toczy się już od siedmiu lat, tym razem sąd okręgowy uchylił wyrok uniewinniający.

W dwóch wcześniejszych procesach, w których też wyroki uchylano i sprawa wracała do pierwszej instancji, najpierw było skazanie, potem uniewinnienie.

Cztery osoby oskarżone o wyłudzenie 3,7 mln zł dotacji

Właściciela i pracowników biura doradztwa rolniczego oskarżyła prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim w sprawie wyłudzenia ponad 3,7 mln zł dotacji. Czterem osobom grozi do 10 lat więzienia. Zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie...
Jedną z najważniejszych kwestii dla sądu pozostaje ocena, czy oskarżony pełnił funkcję publiczną w rozumieniu prawa karnego.

Prezesowi spółdzielni mleczarskiej w Mońkach Stanisławowi J. prokuratura zarzuca przyjęcie, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, nie mniej niż 347 tys. zł łapówek. Miał on od maja 2002 r. do listopada 2004 r. dostawać 10 proc. wartości opłaconych prac budowlanych od każdej faktury wystawionej firmie biznesmena, która wygrywała przetargi w spółdzielni.

Na ławie oskarżonych zasiada również inspektor nadzoru inwestorskiego w spółdzielni, któremu śledczy zarzucają, że pośredniczył w przekazywaniu pieniędzy przez przedsiębiorcę - głównego świadka oskarżenia, za co sam też miał dostawać łapówki. Jego również sąd rejonowy uniewinnił, ale w tym zakresie wyrok także został uchylony.

Obaj oskarżeni nigdy się nie przyznali do zarzutów; twierdzą, że przedsiębiorca ich pomawia.

ubojnia, kutno, wyłudzenie vat, podatek vat, zorganizowana grupa przestępcza

Wyłudzali VAT na wielką skalę. Pod przykrywką ubojni

Ubojnia w Kutnie była firmą, przez którą dokonywano wielomilionowych wyłudzeń podatku VAT. Skarb Państwa z wyniku przestępczej działalności stracił co najmniej 35 mln zł. W zakładzie zatrudnionych było ponadto 142 Ukraińców i 244...
Uchylając wyrok ponownie, sąd odwoławczy zgodził się ze stanowiskiem prokuratury (to ona składała apelację i chciała zwrotu sprawy do pierwszej instancji - PAP), iż sąd rejonowy pominął niektóre okoliczności wynikające z dowodów, innych dowodów w ogóle nie ocenił, a kolejnym nadał "nadmierne czy wręcz nieuprawnione znaczenie".

Analizując wyrok i uzasadnienie pierwszej instancji, sąd okręgowy przyznał, iż jedną z kluczowych dla tego procesu kwestii jest rozstrzygnięcie, czy oskarżonych można zaliczyć do osób pełniących funkcje publiczne.

Zwrócił uwagę, że przy prawnej ocenie tej kwestii nie chodzi tylko o zatrudnienie w takiej instytucji, która dysponuje pieniędzmi publicznymi (sąd rejonowy przyjął, iż w okresie objętym zarzutami spółdzielnia mleczarska w Mońkach nie dysponowała środkami publicznymi - PAP), ale o wypełnianie roli, której przypisana jest działalność publiczna.

Sąd odwoławczy zwracał też np. uwagę na okoliczności przeprowadzania konkursów ofert w spółdzielni, analizował czy miało znaczenie dla zarzutów, iż była lub nie, wyrządzona szkoda. - Zachowanie karalne opisane jest w tym przypadku za pomocą charakterystyki czynu, nie zaś jego konsekwencji - mówił sędzia Dariusz Gąsowski.

mleko, przestępstwo, Wschowa, kradzież mleka, policja, prokuratura

Przekręt na mleku. Codziennie kradli ponad 1000 litrów

Dwaj pracownicy fermy na terenie powiatu wschowskiego (woj. lubuskie) odbierającej mleko do spółki z rolnikami-producentami "wyprowadzili" w sumie z przedsiębiorstwa surowiec o wartości blisko miliona złotych - tak wynika z ustaleń...
Sąd okręgowy wyliczał błędy w ocenie zebranych dowodów; przyznał, że jego zastrzeżenia budzi ocena zeznań kluczowego świadka - przedsiębiorcy, które sąd rejonowy uznał za niewiarygodne.

Uważa bowiem, iż w pierwszej instancji nie dokonano pełnej oceny tych dowodów, zwłaszcza w relacji z innymi. Sędzia Gąsowski mówił, że ów świadek przesłuchiwany był wiele razy (w różnych sprawach, także w charakterze podejrzanego).

- Za każdym razem z jego relacji wyłaniał się ten sam, konsekwentnie prezentowany, i - jak wydaje się - logiczny obraz wypadków - tłumaczyła sędzia.

Podsumowując rozważania dotyczące postępowania dowodowego sąd odwoławczy ocenił, iż przy ocenie przynajmniej części materiału dowodowego, w pierwszej instancji zostały zlekceważone reguły obiektywizmu i przekroczono ramy tzw. swobody sędziowskiej.

Poleć
Udostępnij