Potrzebne są chłodnie na upolowane dziki
dziknowa_98732d42
Koła łowieckie nie mogą wywiązać się z obowiązku odstrzału dzików ze względu na brak chłodni do przetrzymywania tusz na czas badania – przekonywał podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa Andrzej Nowicki, starosta piski (woj. warmińsko-mazurskie).
Według Ewy Lech, wiceminister rolnictwa problem polega na tym, że myśliwi, gdy upolują dzika z regionu, w którym trzeba go przebadać, a np. chłodnia jest pusta, to jednego osobnika trzymają w niej, blokując miejsce dla następnych tusz.
– Nic by się nie stało, gdyby ten dzik był dokładany do innych. Wśród upolowanych ASF stwierdzamy chyba tylko u 2-4 proc., a więc nie jest to wielkie ryzyko, że przepadłyby pozostałe dziki. Inwestowanie w nieskończoność w chłodnie, które kosztują ponad 10 tys. zł to jest droga donikąd – wskazywała wiceszefowa resortu.
Paweł Niemczuk, główny lekarz weterynarii podkreślił z kolei, że kiedy zapadła decyzja o redukcji populacji dzika, dodatkowo zakupiono 9 chłodni dla województwa podlaskiego, 8 dla mazowieckiego i 68 dla lubelskiego. – A zatem chłodnie będą na miejscu i zostaną wykorzystywane. Będą własnością Inspekcji Weterynaryjnej – zapewniał.
Przypomniał też, że ASF występuje na Białorusi i na Ukrainie, a tam nie zwalcza się tej choroby. – Niestety, ale przez lata będziemy musieli redukować populację dzika na bieżąco i chłodnie będą niezbędne. Oczywiście w przypadku uszkodzenia czy napraw będą musiały znaleźć się na ten cel środki finansowe – mówił szef Inspekcji Weterynaryjnej.
Starosta Nowicki zauważył, że nie zostały zakupione chłodnie dla woj. warmińsko-mazurskiego. Polemizował też z wiceminister Lech. – Nie może być takiej odpowiedzi, że "może być jeszcze jeden dzik i dlaczego oni go tam nie składają". Nie można. Inspektor weterynarii przyjeżdża dopiero po zapakowaniu całej chłodni. Trwa to około dwóch dni – wyjaśniał.
Wyliczał, że jedna chłodnia jest dla czterech kół, w których jest 200 myśliwych. Teoretycznie co trzeci może odstrzelić dzika w ciągu doby. Jeśli zatem będzie to ok. 60-70 dzików z danego terenu, a pojemność chłodni wynosi 20 dzików, to pozostałe odstrzelone sztuki trzeba gdzieś przetrzymać.
– A nie ma ich gdzie przetrzymać ze względu na to, że w czasie kiedy chłodnia jest zamknięta i zaplombowana, nie można jej pod pod rygorem odpowiedzialności karnej otwierać i dokładać dzików – tłumaczył starosta z Pisza. Chłodnię opróżnia się dopiero, gdy przyjdą wyniki badań.
– Myśliwi starają się w ciągu dwóch, trzech dni wykonać odstrzał w takim stopniu, żeby chłodnia była zapełniona, ale jak byłaby druga chłodnia, to byłoby dwa razy więcej odstrzelonych dzików – przekonywał samorządowiec.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
