Posłowie spierali się o dopłaty. Polska chce wyrównania stawek
sawicki_marek9_7b058f23
Sawicki tłumaczył, że ludowcom zależy, by Sejm zajął się projektem na trwającym posiedzeniu. Foto_Krzysztof Zacharuk
Temat zrównania dopłat bezpośrednich, czyli de facto podniesienia stawek dla polskich rolników, budzi zawsze sporo emocji i wraca jak bumerang. Ostatnio tą sprawą zajmowali się po raz kolejny posłowie z sejmowej komisji rolnictwa.
Prawo i Sprawiedliwość głośno mówi, że zabiega o to, by w Polsce obowiązywały równie wysokie stawki jak w niektórych krajach UE. – Jakie prace wykonali państwo w tym kierunku? – pytał poseł Leszek Ruszczyk (PO).
Ryszard Zarudzki, wiceminister rolnictwa zapewniał, że resort i rząd przy każdej okazji podnoszą tę sprawę. – Zachęcam do przestudiowania dokumentu "Wspólna polityka rolna po 2020 roku-polskie priorytety". Zwracam uwagę, że dokument został przyjęty przez rząd, jako kierunkowe nasze propozycje do tego, czego się domagamy – wskazał polityk.
Wiceszef resortu dodawał, że nasze rolnictwo nie będzie konkurencyjne w skali Wspólnoty bez wyrównania płatności bezpośrednich. – I to jest kluczowy polski postulat – powiedział.
Podkreślał jednak, że to nie minister zmienia dopłaty. – Tu musi włączyć się MSZ. To jest analiza wieloletnich ram finansowych. Rozmowy się toczą. Ja też uczestniczę w pracach tego zespołu. Ostatecznie to jest rozmowa między ministrami spraw zagranicznych i premierami – zaznaczył Zarudzki.
– Mówi pan, że 2020 to wasza perspektywa. Dopiero. Przepraszam bardzo, ale przez osiem lat cały czas mówiliście, że wyrównanie dopłat już jest zrobione. No to teraz kłamiecie, czy wtedy kłamaliście? – replikował poseł Artur Dunin (PO).
Robert Telus (PiS) wskazywał, że trzeba wiedzieć jak działa Unia Europejska. – Perspektywę się negocjuje na początku i to, co jest wynegocjowane, obowiązuje – przypominał. I apelował, by ignorować głosy opozycji, która była odpowiedzialna za poprzednie negocjacje.
– Nie ma czegoś takiego jak równe dopłaty. Doskonale wiecie, że są stare państwa unijne, które mają dopłaty w przeliczeniu na hektar niższe niż Polska, i są takie, które mają wyższy. I podobnie jest wśród nowych członków Unii Europejskiej. Problem tylko polega na tym, że wmówiliście rolnikom, że Polska jest w sposób szczególny dyskryminowana – wyjaśniał z kolei Marek Sawicki (PSL), były minister rolnictwa.
Po części zgodził się z nim poseł Jan Krzysztof Ardanowski (PiS). Jak tłumaczył, płatności SPS i SARS, na który Polska się zgodziła sprawiają, że bardzo trudno porównywać "poszczególne hektary", nie mając przy tym wiedzy o szczegółach systemów płatności w każdym z krajów.
– Natomiast niewątpliwie wielkość środków została wynegocjowana tak, że Polska dostała mniej niż powinna na podstawie potencjału i parametrów, które były brane pod uwagę. Negocjacje ktoś prowadził i poniósł za to odpowiedzialność polityczną. Nie ma co do tego wracać. My będziemy negocjowali perspektywę po 2020 r. i wtedy proszę nas rozliczać – podsumował Ardanowski.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
