Copy LinkXFacebookShare

Posłanka goniła auto z martwym dzikiem. Krew lała się 15 kilometrów

Nie odpuszczę facetowi – zapowiedziała posłanka Magdalena Filiks mając na myśli kierowcę auta, który przewoził broczącego krwią martwego dzika. Nie wiadomo póki co, czy mężczyzna był np. myśliwym, czy zwykłym kłusownikiem.

"Wracam do domu z protestu w Szczecinie (w obronie wolności mediów – red). Przede mną jedzie kierowca – numery zakryte. Z dzika całą drogę leje się krew. Nie mogę w to uwierzyć… Jadę za nim i dzwonię na policję" – relacjonowała w mediach społecznościowych Magdalena Filiks (Koalicja Obywatelska).

Jak dodała, pogoń trwała prawie godzinę, a auto z martwym zwierzęciem skręciło potem w las i pole. "W końcu nie byłam w stanie przejechać błotem po polu bez drogi, bo błoto było do kolan. Nie pomogło nawet moje auto z napędem na 4 (koła – red.). Facet zgasił też w lesie światła i miał broń. Zgubił dzika, uciekając, ale wezwałam policję i dostali wszystkie zdjęcia. Służby dostały geolokalizację, żeby zabrać zwłoki zwierzęcia. Facet znał drogi leśne i mieszka w okolicy, więc policja z łatwością namierzy właściciela auta (znając rzadką markę i mając zdjęcia)" – wskazywała parlamentarzystka.

Twierdziła, że zwierzę było niemal rozprute na pół, a krew lała się przez 15 km po drodze krajowej. "Dzik nawet nie był przymocowany do koszyka. Dlatego wypadł. Na pewno nie odpuszczę tego tematu. Nie odpuszczę facetowi" – zastrzegła Filiks.

W komentarzach internauci podkreślili m.in., że przez takie sytuacje, niezwalczane skutecznie przez służby, nadal rozprzestrzenia się wirus afrykańskiego pomoru świń. Gromy posypały się także na myśliwych, choć – jak trafnie zastrzegli co niektórzy – nie wiadomo, kim jest kierowca. To ma ustalić policja.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!