Po skłusowaną sarnę przyszedł z rodziną? Podejrzany stanie przed sądem
klusrodz2_fot._nadlesnictwo_lubartow_f235ccb8
Na urządzenia rejestrujące nagrał się podejrzany o kłusownictwo wraz z członkami rodziny, który przyszedł po skłusowaną sarnę. Fot. Nadleśnictwo Lubartów
Zastawiona przez służby „pułapka” na kłusowników zarejestrowała podejrzanego, który miał przyjść po uwięzioną we wnyku sarnę. Będzie on odpowiadał przed sądem.
W miejscowości Wygnanów (pow. radzyński, woj. lubelskie) pod koniec stycznia – w lasach przedzielonych działkami współwłasnościowymi – patrol Straży Leśnej z Nadleśnictwa Lubartów natrafił na pozostawione wnyki. Z uwagi na fakt, że były one zainstalowane na obszarze prywatnym, o sprawie została zawiadomiona Komenda Powiatowa Policji w Radzyniu Podlaskim.
Przyszedł po sarnę z rodziną?
„Współpraca funkcjonariuszy policji i strażników leśnych doprowadziła do ujawnienia wnyków. Miejsce objęto monitoringiem wizyjnym i stałą obserwacją. Starania służb przyniosły oczekiwane efekty. Na urządzenia rejestrujące nagrał się podejrzany o kłusownictwo wraz z członkami rodziny, który przyszedł po skłusowaną sarnę. Za nielegalne pozyskanie zwierzyny oraz posiadanie i zakładanie narzędzi kłusowniczych mężczyzna będzie odpowiadał przed sądem” – brzmi relacja na portalu Lasów Państwowych.
Jak w niej dodano, w ramach działań udało się zabezpieczyć pozostawione w lesie wnyki. Okazało się, że tego typu pułapek było na tym obszarze więcej. W jedną z nich kilka dni później zaplątał się samiec sarny. Na uwięzionego we wnyku kozła natrafili podczas patrolu także strażnicy leśni z Nadleśnictwa Lubartów.
Strażnicy uwolnili kozła
„W tego typu sytuacjach nie można do końca przewidzieć, jak zareaguje cierpiące i wystraszone zwierzę, co za każdym razem niesie ryzyko dla osób udzielających pomocy. Należy wykazać się opanowaniem, działać szybko i zdecydowanie” – wyjaśnia, cytowany w relacji LP, jeden ze strażników leśnych, który pomógł w oswobodzeniu zwierzęcia z krępujących go drutów.
Jak przekonuje, bez pomocy z zewnątrz uwięziony kozioł nie byłby w stanie uwolnić się z tej śmiertelnej pułapki, co skazywało go na długotrwałe męczarnie. Na szczęście udało się przeciąć druty i kulejące zwierzę mogło oddalić się w leśne ostępy.
Kłusownicy nadal aktywni
„Kłusownictwo należy do grupy szkodnictwa leśnego, które jest najtrudniejsze do wykrycia. Niestety, jak pokazują statystyki, ten nielegalny proceder nadal znajduje swoich amatorów, którym z powodzeniem udaje się bezprawnie pozyskiwać zwierzynę z lasów Skarbu Państwa. Przypadki kłusownictwa są odnotywane z różnym nasileniem miejsca i czasu na terenie całej dyrekcji RDLP w Lublinie, aczkolwiek, z uwagi na rozległy obszar, jakim zarządzają na co dzień lubelscy leśnicy, dane statystyczne nie są miarodajnym wskaźnikiem oddającym w stu procentach skalę występowania tego typu zjawiska” – zwraca uwagę Marek Dziaduszyński, inspektor Straży Leśnej RDLP w Lublinie.
Można wylądować w więzieniu
Warto dodać, że zgodnie art. 53 Prawa łowieckiego, ta nielegalna praktyka łowiecka zabijania, chwytania lub ścigania zwierzyny oraz łowienia ryb z naruszeniem obowiązującego prawa, bez wymaganych uprawnień, w niedozwolony prawem sposób, a także w niedozwolonym czasie lub miejscu, w Polsce jest przestępstwem i jest surowo karana. Za naruszenie prawa łowieckiego grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
„Co więcej, nawet samo posiadanie, wytwarzanie czy wprowadzanie do obrotu narzędzi i urządzeń przeznaczonych do kłusownictwa jest uznawane za przestępstwo i podlega surowym karom pozbawienia wolności lub ograniczenia wolności” – wskazują leśnicy.
- Wiesz o ciekawym wydarzeniu? Poinformuj nas o tym! Czekamy: redakcja@agropolska.pl
