Copy LinkXFacebookShare

Ograniczenie handlu w niedzielę to krok ku normalności?

Trzeba cywilizować rynek pracy w Polsce, a ograniczenie handlu w niedzielę to tylko jeden z potrzebnych kroków. Mamy nieefektywną i szkodliwą pod wieloma względami kulturę organizacyjną, korporacyjną i kulturę pracy – mówi PAP ekspert ds. rynku pracy Łukasz Komuda

Obywatelski projekt ustawy w sprawie ograniczenia handlu w niedzielę marszałek Sejmu w miniony czwartek skierował do pierwszego czytania.

Pod projektem podpisało się 518 tys. osób, akcję zbierania podpisów koordynował przede wszystkim NSZZ "Solidarność". Projekt zakłada zakaz handlu w niedziele w większości placówek handlowych z wyjątkiem m.in. stacji benzynowych, kwiaciarni, piekarni i aptek.

Według Komudy, eksperta z portalu Rynekpracy.org, działania te są konieczne, bo polscy szefowie traktują swoich pracowników "jak parobków na folwarku", płacąc minimalne stawki, zmuszając do pracy po godzinach w dni wolne czy stosując mobbing. Z kolei pracownik – wskazywał – w takich warunkach często nie daje z siebie wszystkiego, niepilnowany "obija się", marnuje zasoby firmy, nie chce też rozwijać się i "kombinuje".

– To zjawisko i jego efekty (na przykład duża rotacja, brak identyfikacji pracownika z miejscem pracy, brak inwencji i zaangażowania menedżerów) wpływa na niską efektywność pracy w Polsce, a więc także negatywnie odbija się na polskiej gospodarce i jej globalnej konkurencyjności. Zakaz pracy w niedzielę jest wprawdzie małym krokiem na drodze cywilizowania rynku pracy, ale każdy krok w stronę normalności, którą znamy z Europy Zachodniej, gdzie w niedzielę w większości państw nie pracuje się wcale lub tylko w ograniczonym stopniu, może przybliżać nas do przełamania tego folwarcznego przekleństwa – przekonywał Łukasz Komuda.

Ekspert uważa, że reformę, poprawiającą sytuację pracowników, warto przyjąć, nawet jeśli może się to wiązać z pewnymi kosztami.

– Trzeba się liczyć z utratą pewnej liczby miejsc pracy. Przynajmniej na początku pracę może stracić część sprzedawców, choć na pewno nie co siódmy, jak straszą niektórzy. Ograniczenie handlu w jeden, określony dzień tygodnia nie zmniejszy co prawda poziomu konsumpcji, ale spowoduje przesunięcie sprzedaży na inne dni i inne, mniejsze sklepy. Ale w dłuższej perspektywie, np. 12-18 miesięcy przedsiębiorstwa handlowe nauczą się już funkcjonować na nowych zasadach, ocenią, jakie zasoby są im potrzebne, a skoro ruch w pozostałe dni wzrośnie, to stanie się konieczne uzupełnienie kadr – ocenił Łukasz Komuda.

Argumentował, że w Polsce od wielu lat normą jest narzucanie pracownikom obowiązków, którym ledwo są w stanie podołać, więc wydaje się mało prawdopodobne, by dotychczasowemu personelowi udało się obsłużyć ruch o jedną szóstą większy niż do tej pory w dni od poniedziałku do soboty. Jego zdaniem zatrudnienie w handlu wzrośnie więc z czasem i dobije blisko poziomu sprzed zmiany.

– Gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o zamówienia sektora handlowego na zewnętrzne usługi, np. ochroniarskie czy sprzątania. Będzie mniej zleceń, bo mniej dni, w jakie mogłyby je wykonywać firmy i pracownicy z tych branż. Nie będzie dwukrotnego sprzątania w sobotę czy podwójnej liczby ochroniarzy w ten dzień, by wyrównać ubytek w niedzielę – zauważył Komuda.

Ekspert uważa szacunki sieci handlowych, które spodziewają się ubytku ok. 40-50 tys. miejsc pracy – za zawyżone.

– Zresztą nawet jeśliby wziąć je za dobrą monetę, to nie mówimy tu o dużej skali zwolnień, bo w Polsce pracuje ok. 16 mln ludzi, a w handlu – 2 mln. Ponadto pamiętajmy, że chodzi tu o kiepskie miejsca pracy, jedne z najgorszych w polskiej gospodarce pod względem wynagrodzenia, warunków pracy i popularności umów śmieciowych. Tymczasem wielu pracujących w niedziele nie ma umowy o pracę, więc nie może liczyć na wynikające z Kodeksu pracy dodatki albo rekompensaty z tytułu pracy w niedzielę – powiedział Komuda.

Zwrócił też uwagę, że po wprowadzeniu ograniczenia handlu znacznie wzrośnie zainteresowanie innymi formami spędzania czasu niż wizyty w sklepach wielkopowierzchniowych, więc to, co stracą handlowcy, mogą odzyskać kina czy restauracje.

Rozmówca PAP dostrzega więc głównie korzyści, jakie będą płynąć z ograniczenia handlu w niedziele.

– Niedziela jako dzień wolny jest niezastępowalna. Cóż z tego, że np. sprzedawczyni +odbierze sobie+ niedzielę w środę, skoro w ten dzień jej mąż zazwyczaj pracuje, a dzieci idą do szkoły – podkreślił.

Jego zdaniem złożony w Sejmie projekt ustawy stara się równoważyć interesy pracowników z interesami konsumentów, bo zawiera wyłączenia, np. dla stacji benzynowych i sklepów przy nich działających (do 80 mkw.), piekarni, kwiaciarni albo jeżeli za ladą stanie właściciel małego sklepu. Przewiduje także dopuszczenie handlu w niektóre niedziele, w tym poprzedzające święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy.

– Minister finansów publicznie rozważał też, czy nie wprowadzić rozwiązania, by najpierw tylko jedna niedziela w miesiącu była z ograniczeniem handlu. To niezły pomysł – w naszym kraju na ogół nowe rozwiązania wprowadza się pospiesznie, a lepsze dla gospodarki są zmiany stopniowe i przewidywalne dla biznesu. Inna sprawa, że ważny jest również czynnik czasu. Dziś w Polsce bezrobocie jest bardzo niskie, jest więc dobry klimat na rozwiązania propracownicze. Nie wiadomo, co będzie np. za 2 lata – wskazał Komuda.

Ekspert odpiera także argumenty krytyków zakaz handlu w niedzielę, kwestionujących ograniczenia odnoszące się tylko do handlu, skoro w niedzielę pracują także np. lekarze, pielęgniarki, kolej, zakłady pracy ciągłej itd.

– Trudno mi zrozumieć, że nie widzą różnicy między pracą, która z natury rzeczy musi być wykonywana bez przestojów, a pracą, która nie jest konieczna w każdy dzień, jak w przypadku handlu – stwierdził.

Zobacz nas w Google News

pełna mobilizacja służb, grypa ptaków, HPAI, drób, bioasekuracja, hodowla drobiu, Inspekcja Weterynaryjna,
Aktualności

Pełna mobilizacja służb. Grypa ptaków pod ścisłą kontrolą

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

hodowca bydła, żywienie krów, Feed Efficiency, produkcja mleka, TMR, bydło mleczne, hodowla krów, wydajność mleczna
Hodowla

Hodowca bydła konsekwentnie dąży do wyższej wydajności krów