Copy LinkXFacebookShare

Minister rolnictwa nie znalazł czasu na spotkanie z dzierżawcami

Ponad 120 osób uczestniczyło w konferencji "Obrót ziemią rolniczą w Polsce i jej znaczenie dla chowu i hodowli zwierząt", która 25 kwietnia odbyła się w gmachu resortu rolnictwa. Organizatorem spotkania była Federacja Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych oraz szereg organizacji branżowych, w tym Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Kolejni prelegenci podkreślali ogromną rolę i znaczenie dużych gospodarstw towarowych dla polskiego rolnictwa, zwłaszcza w kontekście produkcji zwierzęcej.

Niestety, tych argumentów nie miał okazji wysłuchać minister Jan Krzysztof Ardanowski. Dlaczego? Mimo zaproszenia ze strony organizatora nie znalazł czasu, aby pojawić się na spotkaniu. Co gorsza, wszyscy zebrani czekali na ministra kilkadziesiąt minut, ponieważ została przekazana informacja o jego rychłej wizycie.

– Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się stało. Przecież minister obiecywał, był tak blisko nas – ubolewał Leszek Dereziński, prezes zarządu Federacji, który niemal do końca trwającej blisko pięć godzin konferencji był przekonany, że Jan Krzysztof Ardanowski jednak pojawi się na sali i odpowie na pytania nurtujące dzierżawców.

– Bardzo smutna sytuacja – przyznał Dereziński i dodał, że środowisko dużych gospodarstw towarowych, chociaż w znaczny sposób odpowiada za świetne wyniki eksportowe sektora rolno-spożywczego, czuje się pomijane w dyskusji na temat przyszłości polskiego rolnictwa.

Warto odnotować, że podczas konferencji zabrakło także dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa lub któregoś z jego zastępców. – Oczekujemy dialogu i spokojnej rozmowy. Chcemy pomóc rozwiązać trudne problemy dotyczące rolnictwa, ale odbiera się nam szansę – podsumował prezes Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych.

Fala oburzenia

W kuluarach konferencji wielokrotnie powtarzano, że aroganckie zachowanie ministra nie było przypadkowe. – Ardanowski jasno dał do zrozumienia, jaki ma stosunek do naszego środowiska – mówili rozgoryczeni przedsiębiorcy rolni, którzy do Warszawy przyjechali z różnych stron Polski.

– Boli nas, że jeszcze dwa lata temu ówczesny wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa, a dziś minister z najwyższym uznaniem wypowiadał się na temat wielkotowarowych gospodarstw i chwalił nasze dokonania. Dziś coraz głośniej słychać o likwidacji działalności i parcelacji gruntów. Co się stało, że tak nagle zmienił zdanie? – pytali zaniepokojeni dzierżawcy.

W spotkaniu, w zastępstwie ministra Jana K. Ardanowskiego uczestniczyła radca generalny MRiRW Zofia Krzyżanowska, która nie chciała jednak odpowiadać na pytania rolników twierdząc, że nie dotyczą jej kompetencji, a ona sama nie jest upoważniona do zabierania głosu w imieniu ministra.

Pikanterii całej sprawie dodał fakt, że 25 kwietnia w Sejmie, niemal równolegle, odbyło się drugie czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego oraz niektórych innych ustaw, który uderza w największe gospodarstwa i z pewnością – jeżeli wejdzie w życie – utrudni funkcjonowanie spółkom prawa handlowego posiadającym grunty rolne. W piątek, 26 kwietnia ustawa została przyjęta przez Sejm i trafiła do Senatu.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że senatorowie z komisji rolnictwa mogą pochylić się nad projektem 7 maja i najprawdopodobniej przyjmą go bez poprawek. 8 maja ustawa trafi na posiedzenie plenarne Senatu.

– Ktoś dobrze to wszystko wymyślił. Siedzimy na konferencji, czekamy na ministra i nie możemy zabrać głosu w Sejmie, a tam zapadają kluczowe decyzje – pomstowali dzierżawcy. Prezes Dereziński zwrócił uwagę, że krzywdząca ustawa będzie wymagała pilnej nowelizacji. – Innej drogi nie ma, ponieważ część zapisów jest nie do przyjęcia – zauważył i dodał: – Dopóki piłka jest na boisku, trzeba grać. Mecz na pewno nie jest jeszcze przegrany.

Dalsza część tekstu na kolejnej stronie >>

 

Stygmatyzacja dużych

Wracając do tematu konferencji warto podkreślić, że miała ona bardzo merytoryczny charakter. Prof. dr hab. Walenty Poczta z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu przedstawił referat zatytułowany "Zasoby i struktura rolnictwa polskiego – potencjał, ograniczenia oraz możliwości rozwoju".

Naukowiec podkreślał, że inwestowanie publicznych pieniędzy w reanimację małych gospodarstw, odbije się czkawką w przyszłości. Dlaczego? Fundusze zostaną szybko przejedzone, a brak środków na wsparcie podmiotów towarowych sprawi, że staną się mniej konkurencyjne na unijnych i światowym rynku.

Prof. Poczta podkreślał, że duże rozdrobnienie gospodarstw wpływa negatywnie na ich pozycję. Okazuje się, że w Polsce funkcjonuje jedynie 270 podmiotów mających ponad 1000 ha powierzchni. Dla porównania – gospodarstw od 100 do 200 ha mamy 7661, a tych w przedziale 200-300 ha zaledwie 2169.

Czego potrzeba do rozwoju rolnictwa? Przede wszystkim poprawy efektywności wytwarzania, większej innowacyjności, postępu biologicznego, a także dobrego doradztwa i wdrożenia w znacznie większej skali niż ma to miejsce obecnie rolnictwa precyzyjnego.

Odnosząc się do rynku ziemi rolniczej w Polsce dr Józef Pyrgies (w przeszłości wiceprezes ANR) zwracał uwagę, że wykorzystanie art. 23 Konstytucji, zgodnie z którym "podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne", do stygmatyzowania i stopniowej likwidacji gospodarstw rolnych innych niż gospodarstwa rodzinne, jest szkodliwe z punktu widzenia gospodarczych interesów państwa, gdyż nie będzie sprzyjało poprawie konkurencyjności branży rolnej.

Wsparcie dla przemian strukturalnych w rolnictwie powinno ułatwiać przepływ ziemi z gospodarstw niskotowarowych i ekonomicznie nieefektywnych do gospodarstw, które spełniają lub są w stanie spełnić kryteria konkurencyjności. To oznacza potrzebę wspierania działań, polegających na zaplanowanych, uzasadnionych ekonomicznie procesach ograniczania produkcji i redukcji potencjału produkcyjnego takich gospodarstw.

– Należy jak najszybciej ponowne przeanalizować celowość wprowadzenia administracyjnego trybu kontroli prywatnego obrotu ziemią i nabywania nieruchomości w miejsce obowiązującego dotychczas prawa pierwokupu – podkreślał dr Pyrgies. Bardzo ważne jest wspieranie rozwoju długoterminowych dzierżaw, zarówno w obrocie prywatnym nieruchomościami rolnymi, jak i w obrocie gruntami państwowymi.

W rekomendacjach eksperta pojawił się także postulat ponownego przeanalizowania systemu wsparcia rolnictwa, zwłaszcza płatności bezpośrednich, w tym: modulacji, uproszczonego systemu dla małych gospodarstw, płatności dodatkowej, a także płatności dla młodych rolników, ponieważ obecna konstrukcja tych przepisów powoduje stagnację, a nawet cofanie się przemian strukturalnych w rolnictwie, czego konsekwencje w pierwszej kolejności poniosą sami rolnicy.

Ziemia jest najważniejsza

– Nie ma ziemi, nie ma produkcji zwierzęcej – mówił dr Benedykt Pepliński z Uniwersytetu Przyrodniczy w Poznaniu, który przekonywał, że dalsze pozbawianie dużych gospodarstw towarowych areału spowoduje istotne ograniczenie produkcji zwierzęcej, która jest ściśle powiązana z wielkością posiadanych gruntów rolnych.

W swojej prelekcji "Kierunki zmian w produkcji zwierzęcej w Polsce" zwrócił uwagę na utrudnianie prowadzenia działalności przez organizacje ekologiczne, które skutecznie blokują rozwój nowoczesnych ferm zwierzęcych.

Przypomniał, że w Polsce mamy do czynienia z kryzysem na rynku wieprzowiny i wołowiny, a sytuacji nie poprawiają postępujące procesy koncentracji produkcji wśród kluczowych producentów na świecie. Różnice między Polską i większością krajów UE są zauważalne i nie wróżą dobrze na przyszłość.

– Kolejne problemy to zbyt wolny wzrost liczby rozwojowych stad, zła struktura pogłowia zwierząt, a także brak dogodnych warunków do budowy/rozbudowy rozwojowych ferm – zaznaczył naukowiec. – Zwiększanie skali produkcji to konieczność, tymczasem odbieranie dzierżawionych gruntów dużym gospodarstwom blokuje rozwój – dodał dr Pepliński.

W przypadku trzody chlewnej mamy potężny kryzys, ponieważ przeciętne stado liczy w naszym kraju niewiele ponad 60 sztuk, podczas gdy w Danii jest to 3 tys. zwierząt, w Holandii 2,2 tys. sztuk, a Belgii ponad 1,2 tys.

– Sytuacja jest alarmująca. Mniejsze podmioty nie są zainteresowane produkcją zwierzęcą, a z drugiej strony wielkotowarowe gospodarstwa nie mogą rozwijać się ze względu na niepewność gospodarowania – ostrzegł ekspert.

Czy jest możliwa odbudowa produkcji zwierzęcej po likwidacji gospodarstwa, które nie wyłączyło 30 proc. dzierżawionych gruntów i tym samym utraciło możliwość przedłużenia umowy dzierżawy?

Dr Benedykt Pepliński przyznał, że teoretycznie jest to możliwe, ale wymaga potężnych nakładów finansowych i czasu (nawet 3-4 lat). – Z doświadczenia wiadomo jednak, że w miejscach gdzie całkowicie wygaszono produkcję, później się do niej nie wraca – zauważył pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

***

Partnerami konferencji było: Polskie Towarzystwo Rolnicze, Krajowy Związek Rewizyjny Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego, Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, a także Krajowy Związek Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Materiały z konferencji można pobrać tutaj.

Patronat medialny nad wydarzeniem sprawował miesięcznik "Przedsiębiorca Rolny" wraz z dodatkiem "My Dzierżawcy" oraz multiportal Agropolska.pl.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!