Copy LinkXFacebookShare

Kukurydziany dołek – jakie ceny kukurydzy?

Żniwa kukurydziane przyprawiają o ból głowy producentów. Wzorem wcześniej zebranych zbóż ceny kukurydzy nie mogą satysfakcjonować. Problemem jest również wilgotność ziaren i trudność w dokonywaniu i tak opóźnionych zbiorów. Po drodze były też przymrozki i perspektywa żmudnego suszenia plonów, niejako „w ciemno”.

Mimo trudności i braku stabilizacji z perspektywą na kilka sezonów kukurydza wciąż cieszy się popularnością wśród polskich rolników. Areał zasiewów na poziomie blisko 2 mln ha sytuuje ją w ścisłej czołówce hodowanych w kraju roślin, w tym zbóż. Zarówno kukurydza na kiszonkę, jak i na ziarno nie należy w tym sezonie do szczególnie rozchwytywanych. Skupy z tygodnia na tydzień raczej korygują swoje cenniki w dół niż poprawiają notowania. Nie dotyczy to tylko najwyżej wycenianych suchych ziaren konsumpcyjnych, których cena za tonę oscyluje w okolicach ceny oferowanej za podobną pszenicę. Sprawdzamy ceny kukurydzy pod koniec listopada 2025 r.

Kukurydza, czyli trudne wejście w sezon

W bieżącym sezonie producenci kukurydzy od początku zmagali się z kłopotami… i tak jest nadal. Wszystko wskazuje na to, że wpływy z tegorocznych zbiorów nie pozwolą na podreperowanie sytuacji ekonomicznej. Tak jest od kilku lat, wspominając choćby obraz krajowego rynku po zbożowym kryzysie 2023 i przepełnionych nadwyżkami surowca magazynów zbożowych. Magazyny mogą się zapełnić i tym razem, ponieważ przechowywanie dobrze wysuszonego ziarna daje największą perspektywę na profity. Karol Marciniak kierujący Polską Izbą Nasienną zauważa, że spadające ceny kukurydzy są nie tylko pokłosiem niskiej podaży dobrej jakości surowca, ale też obecną możliwością jego sprowadzenia. – Nie wszędzie tak jak w Polsce były w tym roku problemy z pogodą przy zasiewach czy wegetacji kukurydzy. Da się to oczywiście nadrobić odpowiednio susząc mokre ziarna, ale suszenie jest tutaj największym kosztem. Wyższym od nawożenia. Poniesione w tym celu nakłady nie zawsze gwarantują wyższe przychody w przyszłości. Używając terminologii chirurgicznej to jest trochę operacja na otwartym sercu: jest ryzyko i jest perspektywa sukcesu. Jednak gwarancji nie ma i być nie może. W gospodarstwach robi się nerwowo, bo po kukurydzy trzeba jeszcze wejść z oziminami – komentował przedstawiciel Polskiej Izby Nasiennej.

W podobnym tonie wypowiada się rolnik z województwa warmińsko-mazurskiego, jeden z liderów Ruchu Młodych Farmerów, Damian Murawiec. – Takie warunki na polach to jest strata pieniędzy i czasu. Wszystko nam się opóźnia, wszędzie mamy kałuże, a praca z maszynami wymaga jeszcze więcej paliwa, częstszego serwisowania. Były trudności z pozyskiwaniem kukurydzy na kiszonkę, teraz kukurydza na ziarno również jest zbiorem mało komfortowym. Wiadomo, że wydajność jest słabsza, bo przez to, że rośliny stały w wodzie, to przestały normalnie funkcjonować, a w glebie zabrakło tlenu dla korzeni. Jednak można ją zebrać tylko plon jest niższy – tłumaczy charyzmatyczny farmer.

Jakie ceny kukurydzy w listopadzie 2025 r.?

Rynkową sytuację najlepiej oddają liczby. Bieżące ceny oferowane za krajową suchą kukurydzę na handel dobijają do najniższych wartości po uwzględnieniu cen z ostatnich 5 lat. Według danych ze Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej (agenda podległa MRiRW) w połowie listopada za tonę takiego towaru średnio w skali kraju oferowano 760 zł. To dwukrotnie mniej niż w rekordowym 2022 r. – tuż po wybuchu wojny za wschodnią granicą. Stawki nie są jeszcze tak niskie jak przed dwoma laty, ale sektor niebezpiecznie zmierza w tym kierunku.

O około 40 proc. mniej płaci się obecnie za mokrą kukurydzę na pasze i kiszonkę. – To sezon nieprzypominający w niczym ubiegłego. Mało słonecznych i ciepłych dni oraz obfite opady spowodowały, że w drugiej połowie października w wielu regionach kukurydza nie była gotowa w listopadzie do zbioru. W tym okresie występuje wysokie ryzyko przymrozków, które już się pojawiły. W tych warunkach roślina nie oddaje wody zgodnie ze swoją fizjologią, tylko wysycha – martwe komórki roślinne drewnieją bardzo szybko. Nie wolno wtedy zwlekać z koszeniem. Mały jest margines bezpieczeństwa, kiedy wyjazd w pole można jeszcze odpuścić z nadzieją na zredukowanie poziomu wilgotności – analizował w raporcie Wielkopolskiej Izby Rolniczej Wojciech Pieczewski. Rolnicy wskazują też na kontrowersyjne metody wyliczania wilgotności i rozbieżność w jej ustalaniu dla partii pochodzących z jednego zbioru.

Czekać, ale na co?

Wiele wskazuje na to, że rolnicy decydujący się na przetrzymanie zbiorów i ich dosuszenie – z powodu niskiej ceny kukurydzy – nie będą mogli liczyć na radykalną zmianę sytuacji rynkowej. Realną pomocą byłaby dla nich albo dopłata z budżetu albo trudny do przewidzenia na dziś rynkowy kryzys. Analityk sektora agro z banku Credit Agricole Jakub Olipra dostrzega przestrzeń na podwyżki cen kukurydzy, ale nieprzekraczające 15 proc. na koniec zbiorów. Jak wyjaśnia, o wszystkim zdecyduje sytuacja globalna i ekonomia: – W Polsce zasiewy są rekordowe, ale w Europie czy na świecie powierzchnia przeznaczona na plantacje kukurydzy również rośnie. Naturalnie musi to skutkować obniżką pewnego sufitu cenowego, jeśli chodzi o spodziewane odbicie rynkowe. Mamy do tego niekorzystne trendy na walutach: polska złotówka umacniała się w ostatnich latach w relacji do euro. Z kolei euro wzrosło względem dolara. To wprost pogarsza konkurencyjność polskich i unijnych eksporterów oraz utrudnia sprzedaż za granicę – wyjaśnia Jakub Olipra.

Dopłaty do zbóż i kukurydzy uratują sytuację?

O tym, że trudno będzie liczyć na wsparcie państwa, otwarcie informował minister rolnictwa, Stefan Krajewski. Podczas obrad sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Sejmie przyznał, że generalna sytuacja na rynku zbóż jest bardzo trudna. Powiedział, że w ciągu ostatnich 6 sezonów podwoił się areał przeznaczony w Polsce na produkcję kukurydzy. Cały sektor zbożowy rośnie również w najbliższym sąsiedztwie Polski. Za tym muszą iść spadki cen kukurydzy, bo towaru przybywa szybciej niż potencjalnych konsumentów: Polska ma strukturalną nadwyżkę zbóż, a w bieżącym sezonie będzie ona rekordowa. Oznacza to, że w celu zbilansowania rynku potrzebny jest eksport ok. 12 mln ton.

W bieżącym sezonie nie jest to zadanie łatwe, w obliczu niskich cen zbóż czy kukurydzy na całym świecie, nadpodaży i niskiego popytu ze strony importerów – stwierdził szef resortu rolnictwa. Krajewski nie pozostawił też złudzeń, że rolnicy będą mogli liczyć na dodatkowe dopłaty do sprzedaży czy prywatnego przechowalnictwa: – Dopłacanie do cen produktów rolnych jest niezgodne z unijnymi przepisami. Nie ma już wytycznych covidowych i wojennych, które dawały możliwość w poprzednich latach udzielenia pomocy w ramach de minimis. Pomoc ta wynikała z uruchomienia przez Komisję Europejską tymczasowych ram pomocy publicznej, był to specjalny fundusz utworzony w związku ze skutkami ataku Rosji na Ukrainę. Wynikało to z nadmiernego przywozu zbóż do Polski – tłumaczył posłom minister rolnictwa. Dodawał, że w ostatnim roku radykalnie spadł poziom importu zbóż z krajów trzecich, ale niewiadomą pozostają skutki handlowe umów, które Komisja Europejska właśnie zatwierdza. Z jednej strony chodzi o nowe porozumienie w sprawie wymiany handlowej z Ukrainą, z drugiej o dokument umożliwiający bezcłowy handel z grupą państw Mercosur.

Źródło:
"Przedsiębiorca Rolny" – wydanie listopad-grudzień 2025

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!