Copy LinkXFacebookShare

Hodowla koni w Polsce nie upada. Minister uspokaja opozycję

– Hodowla koni w Polsce nie jest zagrożona – przekonuje minister Jan Krzysztof Ardanowski. Dodaje, że jest deficytowa, a kondycja finansowa państwowych stadnin zależy od wyników produkcji rolnej, a w 2018 r. sytuacja na rynkach była wyjątkowo trudna.

Szef resortu rolnictwa odniósł się do wtorkowej konferencji prasowej Platformy Obywatelskiej, na której politycy tej partii domagali się rozliczenia winnych "bankructwa" stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie.

Według doniesień medialnych stadnina koni arabskich w Janowie Podlaskim zakończyła ubiegły rok z 3 mln zł strat, a stadnina w Michałowie z ponad 800 tys. złotych na minusie.

Zdaniem ministra oskarżenie stadnin i stad ogierów o pogorszenie wyników finansowych, w tak dramatycznym roku 2018, gdy polskie rolnictwo poniosło wielomiliardowe straty z powodu suszy, jest nie w porządku.

Jak tłumaczył, w 2007 r. Unia Europejska zabroniła wsparcia publicznego dla hodowli koni, wówczas podjęto decyzję, by stadniny połączyć z gospodarstwami rolnymi produkcyjnymi i finansować hodowlę koni z dochodów z innych działów produkcji rolnej.

– W ubiegłym roku wystąpiła w Polsce ogromna susza, a gospodarstwa państwowe nie mogły otrzymać wsparcia suszowego, bo pochodzi ono ze środków publicznych i to miało wpływ na ich wynik finansowy. Nie widzę powodów, by kwestionować kompetencje osób, które teraz kierują stadninami – powiedział Ardanowski.


Zauważył, że dochody ze sprzedaży koni są coraz bardziej ograniczane, co podkreśla np. Rada ds. koni, gdyż na światowym rynku jest koni pod dostatkiem i przynajmniej w najbliższych latach nie będzie takich cen, jak jeszcze kilka lat temu. Jak wyjaśnił, m.in. dlatego, że zmieniają się metody hodowlane i są to zmiany zasadnicze.

Minister mówił, że w rozrodzie koni stosuje się transfer embrionów. Zapłodnione zarodki są "wypłukiwane" z klaczy i "przekazywane do innej"; w ten sposób można uzyskać więcej źrebaków od renomowanych klacz.

To wpływa również na podaż koni na świecie, a nowych klientów nie przybywa.

– Bogaci kupcy arabscy mają swoje stadniny i już takich cen nie oferują. Nie ma się co łudzić, że takie ceny, jak były kiedyś, w najbliższych latach wrócą. Hodowcy mają nadzieję, że ta sytuacja za kilka lat się zmieni, ale niezależnie od koniunktury hodowlę koni w Polsce trzeba utrzymać – stwierdził szef resortu.


Zdaniem polityka głosy o dramatycznym załamaniu się hodowli koni w Polsce nie mają potwierdzenia w liczbach. Ardanowski podał, że koni hodowlanych, które były wcześniej pod nadzorem Agencji Nieruchomości Rolnych, a teraz w Krajowym Ośrodku Rozwoju Rolnictwa, w 2015 r. było 2246, a w 2016 r. – 2221, w 2017 – 2170 i w 2018 – 2133, jest to spadek ok. 5 proc. wynikający z sytuacji na rynku hodowli koni. (…)

– To nie jest powód do niepokoju – wyliczał minister. Dodał, że jeżeli chodzi o ogiery do rozrodu, to w 2015 było 59, a w 2018 już 73 czyli jest przyrost.

Ardanowski zapewnił, że aukcja koni "Pride of Poland" zostanie utrzymana. Będzie połączona z czempionatem i odbędzie się, tak jak wcześniej w stadninie koni w Janowie Podlaskim w sierpniu.

Wcześniej będzie natomiast duża akcja promocyjna polskich arabów na świecie. Przygotowywane są już materiały promocyjne. W marcu na targi koni arabskich w Dubaju pojedzie polska delegacja. Do udziału w aukcji zaproszeni zostali już szejkowie i hodowcy z Emiratów Arabskich.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!