Copy LinkXFacebookShare

Długa droga z gospodarstwa do sklepu. Rolnicy chcą zmian w przepisach

– Ustawa o rolniczym handlu detalicznym jest niedoskonała i nadal nie gwarantuje dostępu do rynku – uważa Edyta Jaroszewska-Nowak, przewodnicząca Zachodniopomorskiego Oddziału Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi EKOLAND.

O problemach związanych ze sprzedażą produktów z gospodarstw przedstawicielka rolniczej "Solidarności" mówiła podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa, poświęconego odpowiedzi urzędników na dezyderat posłów "w sprawie podjęcia działań ułatwiających sprzedaż żywności z gospodarstw".

– Rzecz w tym, aby produkty od rolnika nie stały się ciekawostką, oferowaną podczas kiermaszów i jarmarków, tylko żeby były stałym elementem żywności dostępnej dla konsumenta w mieście, który nie ma czasu szukać rolnika i pukać do jego domu. Chodzi o to, by konsument mógł pójść do swojego małego, lokalnego sklepiku i dostać takie produkty – postulowała Jaroszewska-Nowak.

Przypomniała, że branża wnioskowała już, by wymogi sanitarno-higieniczne w odniesieniu do wytwórczości, które muszą być spełniane, były uzależnione od skali produkcji. Jako przykład wskazała mięso, które pozyskuje się w lesie.

– Myśliwy zabija zwierzynę. Na miejscu ma prawo ją wypatroszyć. Później zabiera mięso i może je wprowadzić do obrotu i sprzedać konsumentowi. I to jest w porządku. Natomiast, kiedy rolnik chce zrobić podobną rzecz np. z jagniakiem musi odwieźć zwierzę do rzeźni, by móc sprzedać mięso konsumentowi – obrazowała Jaroszewska-Nowak.


Zaznaczała, że jeżeli nawet rolnik chciałby spełnić wymogi sanitarne, to koszt wybudowania prostej rzeźni, która spełniałaby wszystkie standardy, wynosi pół miliona zł. A powstające w tym celu spółdzielnie mogą sprzedać mięso tylko swoim członkom, a konsumentom już nie.

– Działaczka przekonywała, że trzeba wprowadzić odrębne przepisy, bo dyrektywa unijna przewiduje, że państwa członkowskie mają prawo stworzyć własne warunki, które będą odpowiadały skali i sezonowości takiej produkcji.

Jolanta Dal, rolniczka i samorządowiec z gminy Komańcza (woj. podkarpackie) wskazywała natomiast, iż jak do tej pory polskie przepisy idą w tym kierunku, by za wszelką cenę z rolnika zrobić przedsiębiorcę. Wytykała również wiele możliwości interpretacji wymogów sanitarno-weterynaryjnych, których może dokonywać lekarz powiatowy.

– To tak ładnie tylko w przepisach wygląda, że wymagania są minimalne, natomiast poszczególni lekarze powiatowi mogą sobie interpretować zapisy dowolnie i postawić przed rolnikiem bardzo duże wymagania – wyjaśniała.


Ewa Lech, wiceminister rolnictwa upierała się jednak, że wymagania są minimalne, a kwestia różnych interpretacji to ewentualnie pojedyncze przypadki "nadgorliwych" lekarzy, którzy generalnie są dobrze przeszkoleni.

– Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek był przepis, na mocy którego rolnik mógł sprzedawać do sklepów. A jeśli chodzi o dziki, to też nie jest prawda, że myśliwy ma prawo sprzedawać, bo nie on jest właścicielem upolowanej sztuki, lecz Skarb Państwa. Dziki są sprzedawane w ramach sprzedaży bezpośredniej, a nie rolniczego handlu detalicznego, przez koła łowieckie jako podmioty uprawnione. Myśliwy może sobie zużyć dzika na własne potrzeby, ale nie ma prawa go sprzedawać – tłumaczyła wiceszefowa resortu.
 

Zobacz nas w Google News

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

PFHBiPM podała wyniki, krowy mleczne, produkcja mleka, PFHBiPM, wydajność krów, ocena użytkowości, hodowla bydła,
Hodowla

PFHBiPM podała wyniki oceny za 2025 rok. Co ze strukturą stad?