Coraz mniej ryb w Bałtyku. Sytuacja staje się krytyczna
morze
Posłowie twierdzą, że część przepisów jest niezgodna z konstytucją. Fot. Krzysztof Zacharuk
Polscy rybacy biją na alarm i domagają się wprowadzenia dopłat na wzór tych, które dostają rolnicy. Podkreślają, że bez dodatkowych pieniędzy nie uda się im przetrwać.
Powodem głębokiego kryzysu jest katastrofalny stan zasobów ryb w Bałtyku i biurokratyczne ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej – informuje Radio Słupsk.
Problem dostrzega rząd. W rozmowie z rozgłośnią Grzegorz Hałubek, pełnomocnik ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej ds. rybołówstwa powiedział, że za trudną sytuację odpowiadają przede wszystkim unijni urzędnicy, którzy zgodzili się na "rabunkową gospodarkę na Bałtyku".
– Połowy ryb głównie na mączkę. Wielkie trawlery szwedzkie i duńskie, które nigdy nie powinny tu przypływać, spowodowały w szybkim tempie załamanie biomasy i wymieranie ryb drapieżnych, masowe wymieranie dorszy w Bałtyku – tłumaczy Hałubek.
W ocenie pełnomocnika, trzeba zmienić nie tylko unijną politykę w zakresie rybołówstwa, ale również na czas oczekiwania na odbudowę zasobów ryb w Morzu Bałtyckim, polscy rybacy powinni dostawać unijne dopłaty do nieopłacalnej działalności.
Radio Słupsk przypomina, że Polska na rozwój rybołówstwa w latach 2014-20 otrzymała z UE 531 mln euro, a przy uwzględnieniu wkładu krajowego, będzie na ten cel przeznaczonych blisko 710 mln euro.
