Blokada na krajowej „5”. Producenci trzody mają dość
makarpom_fot._dk
Producenci makaronu apelują o pomoc dla branży. Fot. Dariusz Kucman
Około 200 ciągników blokowało w środę przez ponad dwie godziny drogę krajową nr 5 między Bożejewicami a Jaroszewem (woj. kujawsko-pomorskie). – Dość obietnic, czas na działania. Żądamy stabilnej polityki rolnej – grzmieli gospodarze.
Decyzja o proteście w okolicach Żnina zapadła 19 stycznia w Przysieku pod Toruniem, kiedy spotkali się producenci trzody chlewnej z Kujaw i Pomorza, Warmii i Mazur oraz Zachodniego Pomorza.
Później wydawało się, że do blokady "5" nie dojdzie, bowiem 23 stycznia przedstawiciele hodowców, przetwórców i organizacji rolniczych działających w COPA-COCEGA spotkali się z Markiem Sawickim, ministrem rolnictwa. Szef resortu zapowiedział ponadto, że w pierwszej dekadzie lutego przyjedzie na Kujawy i Pomorze.
– Spotkanie w Warszawie było poświęcone ogólnym tematom, a minister Sawicki ostatecznie nie zawita do nas. Tadeusz Nalewajk, wiceszef resortu poinformował mnie, że to on zjawi się na rozmowach i to dopiero na przełomie lutego i marca – mówił portalowi agropolska.pl Tadeusz Mądry, producent trzody chlewnej z Białożewina, szef komitetu protestującego.
Protest rozpoczął się na stacji benzynowej w Bożejewicach. Na placu zjawiło się blisko 400 gospodarzy z województw kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego, którzy przyjechali około 200 ciągnikami i prywatnymi samochodami.
– Cieszę się bardzo, że jest nas tak wielu. Może wreszcie minister Sawicki zobaczy, że żyjemy, że jesteśmy zdesperowani. Nie możemy dłużej czekać, dość obietnic, nadszedł czas konkretnych działań – mówił Mądry do zgromadzonych rolników.
Gospodarze domagają się wsparcia i ochrony rynku wieprzowiny: zmian w PROW 2014-2020, w ramach którego będzie dofinansowana odbudowa produkcji prosiąt i zagwarantowane wsparcie inwestycji związanych z budową lokalnych rzeźni i ubojni przez grupy producentów rolnych, wstrzymanie importu wieprzowiny z Danii i Niemiec oraz zmiany zasad funkcjonowania Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych.
Rolnicy nie kryli swojego gniewu, a zarazem żalu. – Syn mówi do mnie: tato, przecież ty na wszystkim tracisz, do wszystkiego dopłacasz. I jak mam go przekonać, by przejął za kilka lat gospodarstwo – zastanawiał się Walenty Łukaszewski, producent trzody chlewnej z Damasławka pod Żninem.
– Niedawno miałem 40 loch, teraz zostało mi 13. Pracujemy na okrągło cały tydzień, nie mamy wolnych niedziel oraz świat i nie możemy zarobić na życie… Jak tak dalej będzie, to niebawem seryjnie zaczną padać gospodarstwa – dodał.
– Najgorsze jest to, że nikt z nami nie chce rozmawiać. Bo rolnik ma tylko pracować i siedzieć cicho. Z górnikami to pani premier potrafiła się spotkać. A my naprawdę jesteśmy w tragicznej sytuacji, powoli nie mamy za co żyć. Nie protestujemy dlatego, że nie mamy co robić – przekonywali zgodnie inni gospodarze.
Kilka minut po godzinie 10.00 kawalkada ciągników wjechała na krajową "5". Kolumna z Bożejewic przejechała w ślimaczym tempie do oddalonego o 9 kilometrów Jaroszewa i z powrotem. Przez pewien czas były więc zablokowane oba pasy tej ruchliwej trasy i tworzyły się ogromne korki. Zabezpieczająca protest policja i straż miejska musiała wyznaczyć objazdy.
Po 12.30 rolnicy zaczęli rozjeżdżać się do domów. – Mamy nadzieję, że ten protest otworzy oczy panu Sawickiemu, który dostrzeże w końcu nasze problemy… – mówili z nadzieją.
