Copy LinkXFacebookShare

Bezrobotni podejmą pracę w gospodarstwach?

Rolnicy, którzy potrzebują pracowników, z niepokojem patrzą na zamknięte granice i skomplikowane procedury zatrudniania obcokrajowców. Niektórzy liczą, że do pracy zgłoszą się Polacy zwolnieni z pracy w wyniku koronakryzysu.

W ostatnich latach w pracach rolniczych, na czele z ogrodnictwem i sadownictwem, angażowano ok. 600 tys. tysięcy obcokrajowców, głównie z Ukrainy.


Nie wiadomo, ilu spośród nich będzie chciało wrócić do Polski po wyjeździe przed zamknięciem granic. Poza tym powroty są dopuszczone pod ścisłymi warunkami, związanymi z obowiązkowymi testami na koronawirusa i kwarantanną, co leży po stronie zatrudniających. I wiąże się oczywiście z niemałymi wydatkami.

– W przypadku tylko jednej osoby to koszt 1,1 tys. zł. A przecież pracownika ktoś musi jeszcze przywieźć z granicy, trzeba też zapłacić za jego ubezpieczenie. W innych krajach Unii Europejskiej takich obostrzeń nie ma – zauważa na łamach "Dziennika Wschodniego" Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Osoba zajmująca się rekrutacją w jednym z zakładów przetwórstwa owoców przyznała, że w poprzednich sezonach zatrudniała głównie Ukraińców. Teraz szuka Polaków, bo zakład nie jest w stanie zapewnić cudzoziemcom odpowiednich warunków do kwarantanny.


"Praca 6 dni w tygodniu. Stawka od 12,85 zł za godzinę wzwyż. Studenci do 26. roku życia – dostaliby 17 zł netto. Chętnych nie ma" – czytamy w "Dzienniku".

Tego, że nie będzie miał kto pracować w sadach, obawia się również Krzysztof Czarnecki, wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Związku Sadowników RP.

– Niestety, w minionych latach trudno było namówić naszych rodaków do tej pracy. W takiej sytuacji może się zdarzyć, że część owoców pozostanie na drzewach. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania polskich sadów bez pracy w nich cudzoziemców zza wschodniej granicy – stwierdza na łamach "Życia Żyrardowa".

Pierwszym "polem bitwy" będą zbiory truskawek, które nastąpią w drugiej połowie maja. W Hiszpanii, gdzie odbywają się wcześniej, wiele owoców zostało na krzakach z powodu braku rąk do pracy.

– U nas słyszy się, że rośnie bezrobocie, że zakłady są zmuszone zwalniać pracowników. Mam nadzieję, że w takiej sytuacji wielu z nich będzie zainteresowanych ofertą sadowników. Dodajmy, że w tej pracy łatwo jest zabezpieczyć warunki sanitarne, a z zachowaniem odległości pomiędzy pracującymi nie ma żadnych problemów. A więc będą to bezpieczne miejsca pracy w środowisku przyrodniczym – zaznacza -Czarnecki.


Według ekspertów od rynku pracy nadal nie będzie jednak w tym sezonie łatwo ściągać Polaków do prac w rolnictwie. Po pierwsze minie jakiś czas, zanim pożegnamy się mentalnie z "rynkiem pracownika".

Po drugie osłona socjalna w ostatnich latach znacznie się zwiększyła. Po trzecie bezrobocie nie podskoczyło jeszcze drastycznie.

Liczba osób bez pracy będzie prawdopodobnie rosnąć dopiero wraz z kolejnymi miesiącami, gdy okaże się, że klienci nie wrócili z dawną mocą do restauracji, klubów, siłowni, hoteli etc.

Trzeba jeszcze dodać, że polskie gospodarstwa były zagrożone odpływem zagranicznych pracowników od dawna, choć z innego powodu – zdecydowanie wyższych stawek i otwarcia rynku pracy w Niemczech.

Przyznawał to nawet minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Podczas jednego z posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa mówił, że niektóre kierunki produkcji, wymagające dużej ilości pracy ręcznej, po prostu w Polsce upadną, jeżeli nie zostaną zastąpione absolutnie rozbudowaną mechanizacją, jak również robotyzacją.
 

Zobacz nas w Google News

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

PFHBiPM podała wyniki, krowy mleczne, produkcja mleka, PFHBiPM, wydajność krów, ocena użytkowości, hodowla bydła,
Hodowla

PFHBiPM podała wyniki oceny za 2025 rok. Co ze strukturą stad?