ASF niszczy kolejne gospodarstwa, rolnicy protestują w Warszawie
protest_asf_20_82c03ad3
7 grudnia rozpoczął się protest rolników przed resortem rolnictwa, w których uczestniczy ok. 150-200 osób. Foto_Krzysztof Zacharuk
Województwo lubelskie i podlaskie to dwa regiony, które najdotkliwiej odczuwają skutki pojawienia się wirusa afrykańskiego pomoru świń w gospodarstwach. Dotychczas wybito kilkadziesiąt tysięcy sztuk trzody chlewnej, za które wielu hodowców do dziś nie otrzymało pełnych rekompensat.
Rolnicy zgodnym chórem narzekają, że sposoby walki z ASF zaproponowane przez resort rolnictwa, to zdecydowanie za mało, a wiele działań jest pozornych lub opóźnionych co najmniej o rok.
– Tak dalej być nie może. Minister Jurgiel zamiast działać, śpi – grzmiał 7 grudnia Sławomir Izdebski, lider protestu przed gmachem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju, który zgromadził ok. 150 rolników.
Zapowiedział, że gospodarze zrzeszeni w OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych (głównie z woj. lubelskiego, podlaskiego i mazowieckiego) będą protestowali pod ministerstwem "do skutku", czyli nawet do 15 grudnia (zgodę na protest wydano właśnie do tego dnia). Czego się domagają? Między innymi dymisji ministra rolnictwa, a także szefa resortu środowiska oraz przyspieszenia wypłat odszkodowań za wybite świnie.
– Rząd musi zdać sobie sprawę z zagrożenia – podkreślał Izdebski. Namawiał do tego, żeby jak najszybciej przegłosować w Sejmie nowe Prawo łowieckie.
Do protestujących wyszedł wiceminister rolnictwa Rafał Romanowski, który obiecał podjęcie dialogu.
Od dawna wiele organizacji zrzeszających hodowców trzody chlewnej alarmuje, że jeżeli ASF przeniesie się na teren województwa kujawsko-pomorskiego, wielkopolskiego czy lubuskiego, konsekwencje będą "katastrofalne".
To właśnie w tych regionach funkcjonują największe fermy w kraju (liczą nawet kilkanaście tysięcy sztuk).
Sytuacja jest coraz trudniejsza, bo od tygodnia padłe dziki zarażone ASF znajdowane już nie tylko w pobliżu Warszawy, ale również w samej stolicy.
W jaki sposób wirus przekroczył Wisłę? Inspekcja Weterynaryjna podejrzewa się, że ASF mógł zostać przeniesiony przez "czynnik ludzki". Dziki najpewniej zaraziły się za pośrednictwem skażonej żywności.
Po cichu mówi się również o "możliwej prowokacji" obcych służb specjalnych, które chcą "za wszelką cenę zdestabilizować sytuację w kraju". Nie ma jednak na to dowodów.
– Przewiezienie padłego dzika z jednego miejsca w inne, to żaden kłopot – słyszymy od urzędników resortu rolnictwa, którzy podkreślają, że nie wierzą w "przypadki".
- Książki warte polecenia: Sygnały świń
