Polacy zmuszeni do kwarantanny na farmie: jesteśmy jak niewolnicy

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Autor tekstu: PAP, (em) | redakcja@agropolska.pl
11-05-2021,13:00 Aktualizacja: 11-05-2021,14:08
A A A

Na niemieckiej farmie szparagów należącej do Heinricha Thiermanna w Kirchdorfie (Dolna Saksonia) powstało ognisko koronawirusa. Zaraziło się 130 osób, wśród nich są Polacy, którzy zostali poddani tzw. roboczej kwarantannie, czyli nie mogą opuścić miejsca pracy.

Jak podał "Deutsche Welle", zarówno firma do której należy farma oraz lokalne władze odmawiają podania informacji o liczbie osób w szpitalu, jednak nieoficjalnie mówi się o 5, z czego jednej w ciężkim stanie.

kwarantanna rolnika, kwarantanna w gospodarstwie, koronawirus, covid-19

Czy w trakcie kwarantanny można pracować w gospodarstwie?

W związku z wieloma pytaniami na temat tego, czy rolnik objęty obowiązkową kwarantanną może prowadzić prace w obrębie swojego gospodarstwa, głos zabrało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Resort rolnictwa podkreśla, że gospodarstwo rolne,...

Kwarantannę nałożył 30 kwietnia powiatowy urząd sanitarny. - Ze względu na rozproszone występowanie infekcji w firmie nie było możliwe jednoznaczne wskazanie osób, które miały bliski kontakt z zakażonymi - wyjaśniła Mareike Rein, rzeczniczka powiatu Diepholz.

Robocza kwarantanna oznacza zakaz opuszczania miejsca zakwaterowania z wyjątkiem samej przestrzeni roboczej, spotkań zabroniono nawet małżeństwom pracującym w innych częściach zakładu.

Kwatery obecnie są pilnowane przez ochroniarzy, by robotnicy nie wychodzili m.in. na zakupy. Zakład zapewnia obiady i kolacje, jednak dopiero kilka dni temu zaczęto dostarczać podstawowe zakupy spożywcze oraz środki higieny.

- Jesteśmy jak niewolnicy. Naszą grupę pilnuje dwóch ochroniarzy i przewożą nas tylko z domu do pracy i z powrotem - oceniła jedna z polskich pracownic.

Na farmie Thiermanna, który jest jednym z największych producentów szparagów w Niemczech, pracuje 1011 osób, z czego 412 to Polacy.

Zatrudnieni zarzucają firmie, że nie dotrzymała zasad sanitarnych, za późno zareagowała na pierwsze przypadki oraz nie informuje o przebiegu izolacji. Osoby, które chodzą pracować do zakładu boją się o swoje zdrowie, a te co odmawiają pracować w tych warunkach muszą dalej płacić za zakwaterowanie.

Według Thiermanna sytuacja jest pod kontrolą. W rozmowie z lokalną gazetą "Kreiszeitung" twierdził, że zakład trzyma się planu sanitarnego opartego na zasadzie, że "ci którzy mieszkają razem, pracują razem". Pracownicy badani są dwa razy w tygodniu, a ochroniarze kontrolują kwatery, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa.
 

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Advertisement
Advertisement