Czesi myślą o embargu, Słoweńcy zatrzymują podejrzane mięso
ubojnia_kalinowo.jpg
Ubojnia w Kalinowie koło Ostrowi Mazowieckiej została zamknięta. Foto_PAP/Marcin Obara
Czechy wciąż rozważają wprowadzenie zakazu importu mięsa wołowego z Polski – oświadczył Miroslav Toman, minister rolnictwa po spotkaniu Barbarą Ćwioro, naszą ambasador w Pradze. Słowenia zatrzymała zaś całość podejrzanego mięsa z Polski.
Według szefa czeskiego resortu rolnictwa sprawa dostaw mięsa z problemowych ubojni ujawniła powtarzające się zaniedbania strony polskiej, a spóźnianie się z informowaniem o tym, podważa zaufanie do całej naszej produkcji żywności.
– Opinia publiczna bardzo mocno na nas naciska w kwestii zdecydowanych posunięć, w wymiarze idealnym zakazu importu z Polski, na obecnym etapie przez nadzwyczajne przedsięwzięcia weterynaryjne, które poważnie rozważamy – powiedział Toman.
Jak zaznaczył, nadużycia niektórych polskich producentów szkodzą nie tylko konsumentom, ale również firmom działającym w uczciwy sposób. Minister wyraził uznanie dla dążeń do wzmocnienia polskich kontroli, na przykład przez wprowadzanie ciągłej obserwacji kamerowej, jak też poprzez zmiany legislacyjne.
Jeszcze w piątek Toman oświadczył, że nie wierzy polskiemu systemowi kontroli weterynaryjnej, gdyż informacje od niego z biegiem czasu się zmieniały. Wezwał obywateli do unikania naszej wołowiny i dawania pierwszeństwa produktom czeskim.
Dodał, że nadzwyczajne przedsięwzięcia weterynaryjne, które zapobiegłyby importowi polskiej wołowiny, Czechy wprowadzą dopiero po konsultacjach z Komisją Europejską. – Tylko współdziałanie pozostałych państw Unii Europejskiej zapobiegnie przedostawaniu się zakazanego polskiego mięsa do Czech tranzytem przez inne kraje – podkreślił szef resortu.
Półtorej tony mięsa na kebaby, które dotarło do Słowenii 16 stycznia, było jedyną w tym miesiącu dostawą wołowiny, która mogła pochodzić z prowadzącej ubój chorych krów polskiej rzeźni – poinformował z kolei tamtejszy nadzór weterynaryjny.
Badane jest również jednak pochodzenie innych 500 kilogramów mięsa dostarczonego 13 grudnia. – Całość mięsa zatrzymano, co oznacza, że nie trafiło do obrotu. Nie mamy obecnie żadnych informacji o jakichkolwiek nowych dostawach podejrzanego mięsa – powiedziała Aleksandra Pivec, minister rolnictwa.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
