Zabijali zdrowe świnie w gospodarstwie wolnym od ASF
poczta_5
Janina Poczta produkuje tuczniki, w sumie 4,5 tysiąca sztuk rocznie. Hodowczyni sama kupuje warchlaki za pośrednictwem firmy, która sprowadza je z Danii. Foto_Mirosław Lewandowski
W wolnym od ASF gospodarstwie Ewy Biernackiej, sołtys wsi Rudniki w województwie lubelskim zabito ponad 90 zdrowych świń.
To było drugie podejście do utylizacji w tym miejscu bowiem tydzień wcześniej okoliczni rolnicy zablokowali przedstawicielom inspekcji weterynaryjnej dojście do chlewni – przypomina "Dziennik Wschodni".
Inspektorzy uznali, że gospodarstwo nie spełnia wymogów bioasekuracji, a że położne jest w strefie zapowietrzonej, konieczna jest utylizacja zdrowych zwierząt.
Ostatecznie państwo Biernaccy zgodzili się na utylizację 76 prosiąt, 15 macior i knura. – Dlatego, że prosięta były już zaduszane przez maciory, nie mieliśmy gdzie ich przemieścić. 40 z nich powinno już być przekazanych do dalszego chowu. Mieliśmy chętnych odbiorców, ale w związku z tym, że strefa zapowietrzona tu jest, nie mogliśmy ich sprzedać – tłumaczy sołtys.
Świnie utylizowane były na miejscu – w chlewni. Inspekcji weterynaryjnej towarzyszyła policja, która zabezpieczała gospodarstwo. – To straszne, prosięta piły mleko od zabitej maciory – opowiadał załamany Jan Biernacki.
– Prowadzę rozmowy z adwokatami. Trzeba zebrać ludzi i przygotować pozew zbiorowy przeciwko państwu o potężne odszkodowania. Chodzi o koszty, które rolnicy ponoszą przy likwidacjach hodowli i o to, co dalej mają robić – podkreśla Marek Sulima, radny powiatu bialskiego w rozmowie z dziennikiem.
- Książki warte polecenia: Sygnały świń
źródło: Dziennik Wschodni
