Copy LinkXFacebookShare

Minister chce zabrać dopłaty „warszawiakom”. Wystąpił do Brukseli

O walce o przyszły unijny budżet rolny, fałszywym myśleniu o rolnictwie w Europie i zabraniu dopłat do użytków zielonych właścicielom niemającym z rolnictwem nic wspólnego – mówił na spotkaniu z gospodarzami minister Jan Krzysztof Ardanowski.

Podczas rozmów w Lubawie (woj. warmińsko-mazurskie) szef resortu rolnictwa powiedział, że chce, żeby dochody gospodarzy pochodziły z produkcji, a nie "z mitycznego myślenia o dopłatach".


– Walczymy w Brukseli o wyższe dopłaty. Jestem w kontakcie z komisarzem Hoganem, spotykałem się z nim wielokrotnie, poprosił o rozmowę z premierem Mateuszem Morawieckim i do niej doszło. Polska jest jednym z głównych rozgrywających jeśli chodzi o politykę rolną Unii Europejskiej. Szukamy oczywiście sojuszników, bo pojedynczy kraj wśród 28 guzik znaczy – zapewniał Ardanowski.

Według polityka przede wszystkim nie wolno zmniejszyć budżetu rolnego UE, tymczasem myślenie o rolnictwie w Europie Zachodniej temu nie sprzyja.

– Mówią, że rolnictwo jest w dobry stanie, żywności w Europie nie brakuje. Wieś jest zamożna, pieszo nikt nie chodzi, ładne domy ludzie mają, jako taka infrastruktura też jest, to po co dopłacać do rolnictwa. Takie są głosy w Europie – obrazował szef resortu rolnictwa.

Budżet musi być tymczasem wysoki bowiem bez pieniędzy nie da się zrealizować wszystkich nowych wymogów i wyzwań dotyczących środowiska, wody, powietrza, klimatu, bioróżnorodności itd.


W kwestii przyszłego wsparcia minister zapowiedział chęć wprowadzenia zasady, że dopłaty bezpośrednie do użytków zielonych przysługują tylko i wyłącznie, jeśli w gospodarstwie są zwierzęta.

– Jeśli zwierząt korzystających z takich użytków nie ma, wystąpiłem do Brukseli, żeby dopłat nie było. W Polsce mamy sytuacje, że jest ok. 3 mln ha tzw. trwałych użytków zielonych, czyli zielska do pasa, często niewykoszonych nawet w ramach dobrej praktyki rolnej, do których są dopłaty w wysokości 2,5-3 mld zł – wskazywał Ardanowski.

Jego zdaniem, te pieniądze mogłyby trafić do prawdziwych rolników, a nie osób, które – będąc tytularnymi właścicielami użytków zielonych – nie są związane z rolnictwem w ogóle i mieszkają najczęściej w mieście.

– W Bieszczadach na Podkarpaciu 200 tys. ha jest własnością warszawiaków. I dostają dopłaty. Ja uważam, że to wynaturzenie i wystąpiłem, żeby w następnej perspektywie unijnej, czyli po 2020 roku, bo teraz nie można, wprowadzić zasadę, że jeżeli chcesz dostawać dopłatę do użytków zielonych, to musisz mieć zwierzęta. Oczywiście w natężeniu ekstensywnym, nie chodzi o to, żeby kogoś zmuszać do jakiejś wielkiej obsady, ale 0,3 DJP na ha bydła, owiec, kóz, koni, gęsi, czyli tych zwierząt, które w dużym stopniu korzystają z zielonki – wyjaśniał minister.

W jego opinii takie ograniczenie może sprawić, że część ziemi trafi do rolników, potrzebujących jej do hodowli i zmniejszy trochę tzw. głód ziemi. – Teraz na każdy kawałek gruntu jest zainteresowanie, ludzie o niego się biją, są gotowi płacić wysokie ceny, czasem nierealne z punktu widzenia ich gospodarstw. Potem te gospodarstwa bankrutują – mówił na koniec polityk.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci rozpoczęli kontrole rolników. „Nie będzie taryfy ulgowej”

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny, WNI, ARiMR, Inspekcja Weterynaryjna, hodowcy, bydło, trzoda chlewna, drób
Hodowla

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny. Będzie prostsza procedura

VIII Lubuska Konferencja Bydła Mięsnego, hodowla bydła mięsnego, buhaj limousine, żywienie mamek, pierwiastki, selekcja bydła
Hodowla

Lubuska Konferencja Bydła Mięsnego odbyła się po raz ósmy