Ziemia nadal trafia do pseudorolników. Bo w tle są biznesy

Poleć
Udostępnij
Autor tekstu: (dk) | redakcja@agropolska.pl
20-01-2023,9:25 Aktualizacja: 20-01-2023,13:33
A A A

Jak to jest, że wy i wasi pracownicy w terenie tak działacie, że w końcu ziemia i tak trafia do pseudorolników, którzy później posadowią tam farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne? – pytał w Sejmie Piotr Wicki, rolnik i przedstawiciel NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

On i inni działacze - jako tzw. strona społeczna - zabierali głos podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi podczas dyskusji na temat gospodarowania zasobem ziemi rolnej przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, stanowiącej własność Skarbu Państwa.

Wicki podkreślał, że ziemia z państwowego zasobu trafia także niestety w ręce osób, które de facto z rolnictwem nie mają nic wspólnego.

Henryk Kowalczyk, NSZZ RI "Solidarność", ubezpieczenia rolne,  KRUS

Minister otwarty na propozycje. Spotkał się z NSZZ RI "Solidarność"

Ubezpieczenia upraw rolnych były jednym z tematów rozmów Henryka Kowalczyka, ministra rolnictwa z prezydium Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych "Solidarność". Zdaniem polityka...
Skargi wracają jak bumerang

– Mieszkają tutaj, w Warszawie, czerpią zyski i nazywają się rolnikami. Zazwyczaj to są ludzie starego układu, bo my ich znamy z imienia i nazwiska. Jestem działaczem samorządowym, jestem działaczem związkowym – my ich znakomicie znamy. Oni występują później na listach poselskich. To oni mają farmy wiatrowe, mają farmy fotowoltaiczne i tylko oni są dopuszczani do rozdysponowania ziemi. Dlatego jednemu z moich przedmówców odpowiem, dlaczego ziemia jest licytowana na 3 albo 4 tony (czynszu dzierżawnego – red.). Bo ich na to stać. Bo to już nie jest gospodarstwo, to jest firma przemysłowa, która ma inną ekonomikę i nie uprawia gruntów – podkreślał działacz rolniczej „S”.

Zwracał także uwagę na kuriozalny sposób załatwianie spraw i traktowanie rolników w ramach procedur administracji. Na przykład skargi kierowane na urzędników lokalnego oddziału KOWR, kierowane do zarządzających całą ta instytucją, są przez nich odsyłane do tych lokalnych oddziałów, żeby to one na skargi odpowiadały.

450-proc. podwyżka czynszu

– Skoro widzimy, że KOWR nie potrafi zrobić porządku we własnej agencji, we własnych szeregach, to piszemy do ministra (…) A co robi pana podwładna, pani dyrektor? Odsyła z powrotem do KOWR, żeby KOWR sobie na nasze zastrzeżenia odpowiedział. KOWR sobie odpowiada, pomija istotne argumenty. Nikt nie jest w stanie tego skontrolować. Posłowie powinni siedzieć u was codziennie po trzech, po czterech, żeby was kontrolować. Kontrolować to, co wy tam wyprawiacie. Muszę, niestety, użyć takiego ostrego języka – mówił Piotr Wicki.
Wytykał także problemy, z jakimi borykają się rolnicy-dzierżawcy, gdy zaistnieją jakieś zakusy na zajmowaną przez nich państwową ziemie.

koniunktura w gospodarstwie rolnym, Urząd Statystyczny w Zielonej Górze

Jak się wiedzie gospodarzom? Trwa badanie GUS

Na terenie całej Polski trwa badanie statystyczne z zakresu rolnictwa pn. "Ankieta koniunktury w gospodarstwie rolnym". Dotyczy drugiego półrocza poprzedniego roku. Badanie ruszyło 13 stycznia i potrwa do końca miesiąca. Co...
– Rolnik dzierżawi grunt 15–20 lat, a jeśli grunty są potrzebne pod wiatraki lub jakimś inwestorom, to co się robi? Albo się oszukuje rolnika na klasie gruntów, a skoro jeszcze wytrzymał i dał radę, to mu się podnosi wbrew umowie czynsz, proszę posłuchać, o 450 proc. W umowie jest zapis – 25 proc., ale mu się podnosi. Tak go wykończymy, w końcu przyjdzie rok klęskowy i go trafimy – opisywał rolniczy działacz. Jak stwierdził, choć w nazwie KOWR jest mowa o wsparciu, to w trudnym okresie urzędnicy robią wszystko, żeby tylko rolnika zniszczyć, zlikwidować.

– Bo tam w tyle jest inwestor. Oni się nie zajmują Skarbem Państwa, pomocą rolnikom. Oni zajmują się prywatą i tym, jak się pozbyć niewygodnego rolnika, jak to zrobić, żeby ziemia trafiła do dewelopera albo do farmy wiatrowej. To się dzieje tu i teraz – mówił Wicki.

Nie czekajcie, do roboty…

Natomiast przedstawiciel Agrounii Andrzej Waszczuk wskazywał na brak planu, jak postępować z państwową ziemią, której będzie dużo w związku z powrotem z zakończonych dużych dzierżaw.

- Nie ma pomysłu. Widzimy ewidentnie, że strona rządowa zwleka z podejmowaniem decyzji. Ziemia to nie jest samochód, to nie są rękawiczki. Aby podjąć się dzierżawy ziemi, trzeba wcześniej, dwa lata wcześniej, przygotować się do tego zadania poprzez umowy kontraktacyjne na towary z tej ziemi, maszyny. Wiecie już od 2017 r., ile ziemi będzie do dyspozycji, do rozdzielenia, więc na co czekacie? Już wszyscy powinni wiedzieć, przetargi powinny być rozstrzygnięte. Powinienem wiedzieć, że za dwa lata będę miał swoje upragnione 2 ha, 5 ha czy 10 ha – przekonywał Waszczuk.

Dodawał, iż wszystko to powinno być maksymalnie transparentne.

- Każdy powinien mieć wiedzę, kto dzierżawi grunty i za jaką kwotę, ale to wszystko jest tak mocno ukrywane. To jest dla was na rękę, dla jednej i drugiej strony. Nie ma znaczenia, czy obecna, czy poprzednia ekipa, bo dzisiaj wiadomo, że największe grunty są w rękach byłych, obecnych rządzących. Tak więc nie czekajcie, tylko do roboty – zachęcał rządzących działacz Agrounii.

Poleć
Udostępnij