Tysiące śniętych ryb. Wędkarze są wstrząśnięci katastrofą

Poleć
Udostępnij
Autor tekstu: (zac) | redakcja@agropolska.pl
04-12-2017,17:40 Aktualizacja: 04-12-2017,17:57
A A A

To, co stało się w zbiorniku wodnym w Otmuchowie na Opolszczyźnie budzi grozę. Przez gwałtowne spuszczenie wody doszło do pomoru sandacza. To ogromna katastrofa ekologiczna.

- Ryby były zakrwawione, niektóre miały pourywane łby. Słowem - zmasakrowane - mówi w rozmowie z Polskim Radiem Opole Jarosław Pokrętowski, prezes Koła Polskiego Związku Wędkarskiego Paczków. - Absolutnie nie można tak tego zostawić - dodaje.

O bulwersującej sprawie został powiadomiony nie tylko opolski okręg PZW, ale także policja oraz służby wojewody opolskiego.

jesiotr syberyjski, jesiotr rosyjski, hodowla jesiotra, jesiotry uciekły z hodowli, jesiotr ostronosy

Jesiotry uciekły z hodowli. Mogą być groźne dla innych ryb

Około 50 tys. jesiotrów syberyjskich i rosyjskich uciekło pod koniec sierpnia z hodowli w Jeżyczkach (Zachodniopomorskie) w wyniku podniesienia się poziomu wody w Grabowej. Ryby przedostały się do Bałtyku i stanowią potencjalne zagrożenie...
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kilka dni wcześniej Jezioro Otmuchowskie (zbiornik zaporowy wybudowany na rzece Nysa Kłodzka) zostało zarybione ponad 550 kg narybku.

- Od razu powiadomiliśmy policję. Znowu są bowiem śnięte ryby. Płyną rzeką Nysa Kłodzka. To głównie sandacze i jazie. Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, ponieważ akurat dzisiaj znów dorabialiśmy ten zbiornik sandaczem, żeby odbudować populacje tego gatunku. Tak się nie da gospodarzyć - narzeka Jakub Roszuk, dyrektor biura okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Opolu.

Dlaczego doszło do katastrofy? Wszystko przez wyłączone turbiny, a następnie podniesione zasuwy. - Tak zwanym wentylem została spuszczona woda. W wyniku tych uderzeń i ciśnienia, jakie się wytworzyło wewnątrz, ryby doznały obrażeń i zostały zabite - wyjaśniają specjaliści z PZW.

O sprawie został powiadomiony Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu oraz policjanci, którzy prowadzą czynności w tej sprawie. - Mamy też zamiar, jako użytkownik, wystąpić o weryfikację pozwolenia wodno-prawnego dla RZGW pod kątem takim, by wykonali zabezpieczenie w postaci elektrycznego odstraszacza - zaznacza Jakub Roszuk.

Wędkarze podkreślają, że bez instalacji elektrycznego odstraszacza dalsze prowadzenie gospodarki rybackiej jest całkowicie pozbawione sensu.

źródło: Polskie Radio Opole

Poleć
Udostępnij