Leśnicy ostrzegają: zakup kradzionego drewna to też przestępstwo

Poleć
Udostępnij
Autor tekstu: (dk) | redakcja@agropolska.pl
25-04-2022,11:05 Aktualizacja: 25-04-2022,11:10
A A A

Lawinowy wzrost cen gazu, prądu czy oleju opałowego spowodowały znacznie większe zainteresowanie drewnem jako paliwem grzewczym, mimo że i jego cena poszła w górę. Wzrasta też aktywność złodziei surowca, których ofiarą mogą paść kupujący w dobrej wierze.

Ostatnio przekonała się o tym mieszkanka powiatu gostyńskiego (woj. wielkopolskie), która będzie odpowiadać karnie.

kradzież drewna, Nadleśnictwo Pieńsk, Justyna Bujakiewicz-Rodzeń, gmina Kcynia, Elwira Tadyniewicz

Kradną drewno na potęgę. W jednym miejscu zniknęły sosny za 70 tys. zł

Rolniku, masz na swoim areale działki leśne? Zwróć na nie większą uwagę, bo drzewa - zapewne w konsekwencji wysokich cen surowca i opału do ogrzewania domów - znalazły się na celowniku złodziei. Świadczą o tym policyjne raporty....

Zaczęło się od tego, że Straż Leśna z Nadleśnictwa Karczma Borowa zarejestrowała kradzież drewna dębowego, potocznie zwanego "papierówką". Przeprowadziła śledztwo i ustaliła sprawcę - mieszkańca powiatu leszczyńskiego. Strażnicy ustalili również nabywcę skradzionego drewna, czyli wspomnianą kobietę.

- Wartość skradzionego drewna to 1200 zł, w związku z czym oboje odpowiedzą za popełnienie przestępstwa, choć z różnych paragrafów. Sprzedawca drewna i jednocześnie złodziej odpowie z art. 290 kodeksu karnego, natomiast nabywczyni z art. 292 kk za zakup drewna pochodzącego z kradzieży, czyli z przestępstwa - wyjaśnia cytowana w serwisie informacyjnym Lasów Państwowych Aleksander Kaaz, komendant posterunku Straży Leśnej Nadleśnictwa Karczma Borowa.

Nabywczyni drewna była bardzo zaskoczona takim obrotem spraw, gdyż - jak wynikało z jej wyjaśnień - była przekonana, że kupuje drewno z pewnego źródła (Lasów Państwowych), a sprzedawca miał być znany w lokalnej społeczności właśnie z handlu drewnem.

- Brak dokumentu - asygnaty/faktury - za sprzedane drewno z Lasów Państwowych nie wzbudził podejrzeń u nabywczyni. Sprawca miał przy sobie w chwili ujawnienia kradzieży asygnatę, więc czuł się pewnie. Jednak na dokumencie widniała znacznie mniejsza ilość drewna niż ta, która została dostarczona do klienta. Brakowało także podpisu osoby wydającej drewno wraz z dokumentem, który by to poświadczał - dodał Krzysztof Chlistun, strażnik leśny z Nadleśnictwa Karczma Borowa.

Leśnicy wskazują, że ta historia powinna być przestrogą dla innych i apelują o ostrożność przy zakupie drewna.
 

Poleć
Udostępnij